• Dołącz do nas
  • Reklama

Historia

WPROWADZENIE

W historii często spotykamy daty nazywane punktami zwrotnymi. Takim punktem zwrotnym w przypadku historii Stilonu Gorzów był 9 listopada 1996 roku. Data pewnie mało mówiąca kibicom, ale wbrew pozorom znacząca. To właśnie wtedy po raz ostatni na nasze boisko wybiegła drużyna pod nazwą Stilon. Walczący o utrzymanie w II lidze gorzowianie zremisowali wtedy 1:1 z KS Myszków, a ostatnią bramkę dla prowadzonego przez trenera Kazimierza Lisiewicza Stilonu zdobył Mariusz Osiecki. 400 widzów, którzy zgromadzili się przy ul. Olimpijskiej, nie wiedziało jeszcze, że wiosną będą już oklaskiwali Gorzowski Klub Piłkarski a ten wkrótce pożegna się na 12 lat z zapleczem ekstraklasy, a na prawie 15 lat z tak zakorzenioną w naszym mieście nazwą.

Opracowanie powstało na podstawie materiałów zamieszczonych na www.zksstilon1947.cba.pl oraz w prasie lokalnej i ogólnopolskiej.

Początki

Wróćmy do początków. 1 maja 1945 r. na stadionie przy ulicy Myśliborskiej odbył się pierwszy mecz piłkarski w historii polskiego Gorzowa. Było to spotkanie pomiędzy drużyną miejscowych kolejarzy, a reprezentacją żołnierzy Armii Radzieckiej. By rozegrać pojedynek, trzeba było zasypywać rowy strzeleckie i przeciwlotnicze, którymi boisko zryte było wzdłuż i wszerz. W 1947 r., powstało w Gorzowie koło sportowe pod nazwą Jedwabnik. Pierwszą sekcją tego koła była sekcja piłkarska, a jej organizatorami byli pionierzy Fabryki Włókien Syntetycznych Nr 5, późniejszego „Stilonu” (którego notabene jeszcze wtedy nie było, bo powstał formalnie w 1951 r.), głównie z Kujaw, Bydgoskiego i Jeleniej Góry. Działo się to w czasach, gdy na miejscu fabryki koncernu IG Farbenindustrie znajdowały się ruiny, i powstawały dopiero plany odbudowy. Działalność sportową na terenie przyszłego „Stilonu” rozpoczęto wybudowaniem w czynie społecznym boiska sportowego przed późniejszym budynkiem „Folii”. Wśród piłkarzy-pionierów, którzy rozpoczęli wtedy treningi byli między innymi: Władysław Adamkowicz, Wincenty Barski, Klemens Gabrylewicz, Mieczysław Szewczuk i Edmund Wasilewski.

Wspomniani wyżej amatorzy sportu piłkarskiego występujący pod nazwą organizacji sportowej Jedwabnik rozegrali swój pierwszy mecz z Gwardią Gorzów przegrywając 1:5. Aż trudno uwierzyć, że pionierskie kroki tych kilku piłkarzy-zapaleńców posiadających sprzęt sportowy w postaci … zużytych 11 par butów i jednej piłki, przekształciły się w jeden z czołowych klubów sportowych w regionie.

W sierpniu 1949 r., po przyjeździe do Gorzowa pracowników z Jeleniogórskich Zakładów Włókien Sztucznych (późniejszej „Celwiskozy”) istniejące dotąd „na dziko” koło sportowe Jedwabnik przeszło pod zrzeszenie Włókniarza przyjmując jednocześnie jego nazwę.

Były to czasy częstych zmian i reorganizacji – właśnie w 1949 r. patronat nad sportem polskim przejęła CRZZ – Centralna Rada Związków Zawodowych. Ona też „uporządkowała” go branżowo i w ten sposób klub gorzowski otrzymał nazwę Włókniarz, ponieważ zaliczono (fabrykę w odbudowie i klub) do przemysłu włókienniczego.

Kilka lat później, na przełomie 1952/53 r. nastąpiło „przekwalifikowanie” klubu do przemysłu chemicznego, a w nim obowiązywała nazwa Unia. Zrzeszenie Unia powstało w 1949 roku w wyniku połączenia klubów istniejących przy zakładach przemysłu chemicznego (Chemik), leśnego (Leśnik) i drzewnego (Drzewiarz). Nowa nazwa klubu przetrwała 9 lat (1952-61), przy czym należy wspomnieć, że już w 1956 r., na fali „odwilży” nastąpiła likwidacja zrzeszeń branżowych i „radzieckiego” nazewnictwa klubów. W wyniku tego faktu klub otrzymał osobowość prawną i samodzielność. Podobnie było z KKS Kolejarz, który od 1957 r. grał już pod nazwą Warta.

W omawianym okresie (1949 r.), oprócz sekcji piłki nożnej, w KS Włókniarz powstały kolejne sekcje: kajakowa, lekkiej atletyki i tenisa stołowego.

Lata 50-te

1950 r. drużyna Włókniarza otrzymała pierwszą partię przydzielonego przez Zarząd Okręgu w Zielonej Górze sprzętu w postaci 6 par butów, a w niedługim czasie dalsze uzupełnienie – 5 par butów oraz 11 par koszulek i spodenek.

Warto wspomnieć w tym miejscu o barwach, w jakich występowali zawodnicy późniejszego Stilonu. W 1950 roku ukazało się „rozporządzenie”, w którym nakazano przedstawicielom poszczególnych zrzeszeń sportowych, zmienić dotychczasowe barwy, bowiem od tej pory nie przewidywano już barw klubowych (typu „czarne koszule”, „pasiaki”, „zieloni”), lecz barwy zrzeszeń (!). Do 1952 r., piłkarze gorzowskiego Włókniarza „musieli” być ubrani następująco: koszulki jasno-niebieskie, na wysokości ramion pas jasno-zielony, kołnierzyki jasno-niebieskie, spodenki białe. Natomiast od 1953 r., po przejściu do zrzeszenia Unia, barwy te wyglądały następująco: koszulki białe, na wysokości ramion pas jasno-niebieski, kołnierzyki białe, spodenki jasno-wiśniowe.

Drużyna Włókniarza zadebiutowała w końcu w rozgrywkach ligowych (w klasie C), których jednak, ze względu na reformę polskiego sportu nie dokończono. Wkrótce przyszły pierwsze sukcesy. Piłkarze gorzowskiej Unii rozpoczęli nowy sezon 15 lutego 1953 r. walcząc w towarzyskim spotkaniu z drużyną Stali (Pogoni) Barlinek i odnosząc zwycięstwo 7:1. Przed rozpoczęciem rozgrywek ligowych Unia rozegrała jeszcze sześć dalszych meczów, które wykazały dobre przygotowanie do sezonu. Dużym sukcesem był m. in. remis 3:3 z I-ligowym zespołem Budowlanych (AKS-u) Chorzów, a także wygrana 4:0 z niedawnym II-ligowcem – Stalą Zielona Góra.

Rozgrywki o mistrzostwo klasy A gorzowianie rozpoczęli od wygranych 3:0 z Gwardią Zielona Góra i 4:1 z LZS-em Babimost. Potem przyszła wysoka porażka z faworyzowaną Stalą Nowa Sól 0:4, ale kolejne pięć spotkań przyniosło Unii 10 punktów. Potem było nieco gorzej, ale końcówka sezonu znów należała do gorzowian, którzy w ostatnich ośmiu kolejkach odnieśli siedem zwycięstw i zanotowali jeden remis.

Po zakończeniu rozgrywek po dwa zespoły z poznańskiej, szczecińskiej i zielonogórskiej klasy A walczyły o dwa miejsca w klasie międzywojewódzkiej. Przeciwnikami gorzowskiej Unii, wicemistrza woj. zielonogórskiego były: Stal Nowa Sól, Kolejarz (Polonia) Kępno, GWKS Poznań, Unia Szczecin i Kolejarz (Błękitni) Stargard Szczeciński (GWKS i Unia wycofały się później z rozgrywek). Walka o wejście do III ligi zakończyła się dużym sukcesem młodej drużyny gorzowskiej. Okazała się ona lepsza nawet od mistrza zielonogórskiej klasy A, Stali Nowa Sól (wygrywając 4:0 i 3:2), a ostatecznie po wygraniu pięciu z sześciu spotkań zajęła wspólnie z Kolejarzem Kępno ex-aequo pierwsze miejsce w grupie. Tym samym Unia Gorzów została obok Spójni (Promienia) Żary, Stali Zielona Góra i Kolejarza Gorzów czwartą drużyną województwa w III lidze. Dużym sukcesem gorzowian było także zdobycie Pucharu Polski na szczeblu województwa (okręgu) i awans po raz pierwszy do rozgrywek na szczeblu centralnym.

1957 Gorzowski zespół miał okazję mierzyć się z zespołami z zagranicy: Chemie Weisswasser (NRD) i Spartak Usti n. Łabą (CSRS). W pierwszym spotkaniu – 17 lipca 1957 r. – Unia zwyciężyła 1:0 (miesiąc później wygrała także 4:0 w Niemczech), w drugim – zanotowano remis 3:3. Wynik ten uznano za wielki sukces niebiesko-białych, gdyż zespół czechosłowacki był, jak głosiła prasa, „najlepszą jak dotąd drużyną, jaka gościła w Gorzowie”.

1958 r. nastąpił w KS Uniaprzełom. Drużyna piłkarska została poważnie, jak na warunki klasy okręgowej wzmocniona (głównie zawodnikami ze Śląska), i jak się później okazało, wyprzedziła na koniec sezonu obrońcę tytułu mistrza województwa, gorzowską Wartę. Trzon składu Unii stanowili doświadczeni, grający w klubie od co najmniej kilku lat Krawczyk, Bach, Holewik, Wolak, bracia Laseccy, wychowankowie – Łuczaj i Mieszczański, natomiast wśród nowo pozyskanych zawodników byli m. in.: Jerzy Kuźnik ze Śląska Świętochłowice, Włoch (!) Lothar De Martin z Polonii Piekary Śląskie, Roman Dragon z Górnika Świętochłowice (ojciec Arkadiusza, piłkarza Stilonu lat 80 i 90 i niedawnego II trenera zespołu) i Tadeusz Stupiński z Orła Międzyrzecz. Ostatecznie Unia wygrała te rozgrywki z przewagą 2 pkt nad lokalnym rywalem- Wartą. Godny uwagi jest fakt strzelenia przez niebiesko-białych aż 79 bramek w 20 meczach (czołowi strzelcy: Dragon, Cichosz, E. Lasecki, Kaczmarek, Stupiński). Podstawową jedenastkę nowo kreowanego mistrza okręgu przedstawiano dumnie na łamach prasy lokalnej i zakładowej. Główny udział w tytule mieli: Marian Cichosz – pracownik umysłowy, zatrudniony w Dziale Organizacji, Reinhold Krawczyk – szlifierz pompek, zatrudniony na Wydz. Polimeryzacji, Lothar De Martin – elektromonter, zatrudniony na Wydz. Włókien Ciętych i Szczeciny, Tadeusz Stupiński – brygadzista szlifierzy pompek na Wydz. Polimeryzacji, Henryk Holewik – elektromonter w Warsztacie Elektrycznym, Jerzy Michalik – technik budowlany zatrudniony w Wydz. Chemicznym, Zdzisław Wolak – technik mech.-roln., Zbigniew Bach – st. kalkulator w Oddziale SOWI, Roman Dragon – ślusarz precyzyjny, zatrudniony na Wydz. Chemicznym, Edward Lasecki – ślusarz Oddziału SOWI, i Zbigniew Gierszanin – aparatowy Wydz. Polimeryzacji.

Pierwsze podejście stilonowców do II ligi, pod koniec 1958 r., było jednak jeszcze nieudane. Przeciwnicy Unii Gorzów(Polonia Warszawa, Czarni Szczecin i Warmia Olsztyn) okazali się zdecydowanie silniejsi. Gorzowianie zdołali jedynie trzykrotnie zremisować – w Olsztynie 3:3, w Szczecinie 2:2, i u siebie z Polonią 1:1. W bojach eliminacyjnych późną jesienią 1958 roku, uczestniczyli następujący piłkarze: Krawczyk, Kuźnik, Bach (1 bramka), Cichosz (2), De Martin, Dragon (1), Gierszanin, Holewik, Jusis, Kaczmarek (2), E. Lasecki, R. Lasecki, Michalik, Mieszczański, Stupiński (1), oraz Wolak. Sporym wydarzeniem dla gorzowskich kibiców były zwłaszcza boje z utytułowaną ekipą Polonii Warszawa. W pierwszym spotkaniu, przy ul. Konwiktorskiej w Warszawie (mecz oglądało ponad 10 tys. widzów), już po 3 minutach gry prowadziła Unia, jednak potem Zelenay, Ignaczak i Cechelik wręcz „rozmontowali” obronę gorzowską i skończyło się na 5:1 dla gospodarzy. Z kolei w rewanżu w Gorzowie, 26 października 1958 r., przy 8-tysięcznej widowni, zanotowano remis 1:1, który uznano za „jeden z najszczęśliwszych remisów w historii Polonii”. Przez niemal 75 minut tego meczu dominowała bowiem Unia, a były i takie momenty, kiedy miejscowi wręcz zamknęli „Czarne Koszule” na własnej połowie. Warto odnotować składy z tego pojedynku: Kuźnik, Mieszczański, Stupiński, Holewik, De Martin, Wolak, Bach, Kaczmarek, Dragon, E. Lasecki, Gierszanin (Unia) – Grom, Śliwa, Szczawiński, Liszka, Mamczak, Gajewski, Zelenay, Ignaczak, Dłużniak, Dudek, Cechelik (Polonia). Bramki zdobyli: Stupiński – dla Unii, oraz Ignaczak – dla Polonii.

1959

Sezon 1959 Unia rozpoczęła z mocnym postanowieniem wywalczenia awansu. Zespół został wzmocniony kolejnymi zawodnikami ze Śląska i był zdecydowanym faworytem do awansu. Przetarcie w bojach eliminacyjnych o wejście do II ligiw 1958 r. przyniosło efekt już w pierwszych kolejkach 1959 r. Unia pokonała 7:1 Polonię (dzisiejsza Arka) Nowa Sól, potem 2:0 w Międzyrzeczu silnego Orła, 3:0 Lubuszankę Zielona Góra, 3:1 w Krośnie Odrzańskim Odrę, 3:0 Promienia Żary, 1:0 w Zielonej Górze Lechię, 5:1 w Skwierzynie Pogoń, 5:0 Olimpię Świebodzin, 2:1 w wyjazdowym meczu „na szczycie” Wartę Gorzów, 7:1 Iskrę Wymiarki i dopiero w jedenastym meczu doznała porażki 1:3 w Żarach z tamtejszym Włókniarzem. Potem przyszła lekka „zadyszka” (porażka w rewanżowym meczu z Włókniarzem, tylko remis z Wartą, kilka dalszych porażek i remisów) i przed ostatnią kolejką Unia miała już tylko 1 pkt. przewagi nad Wartą. W decydującym meczu piłkarze z GZWS pokonali jednak wysoko 5:1 w Nowej Soli Polonię i zasłużenie wygrali rozgrywki klasy okręgowej.

Zaledwie dzień po zdobyciu mistrzostwa w „okręgówce” Unia rozegrała towarzyski mecz z I-ligowym Ruchem Chorzów, wygrywając 3:1. Tym samym stało się jasne, że gorzowianie będą faworytem w barażach o II ligę. 27 kwietnia 1959 miało miejsce historyczne wydarzenie. Unia spotkała się w towarzyskim meczu z mistrzem Polski z poprzedniego sezonu – ŁKS-em Łódź. Zgodnie z przewidywaniami wysoko (7:1) wygrali goście. Drużyny wystąpiły w tym pojedynku w następujących składach: Unia – Kozielski, De Martin, Stupiński, Bach, Łuczaj, Wolak, Gawacki, Woźniak, Cichosz, E. Lasecki, Dragon; ŁKS – Szczurzyński, Walczak, Szczepański, Stusio (Białas), Jańczyk, Wieteski, Jezierski, Kaźmierczak, Szymborski, Soporek, Kowalec. Bramki zdobywali: Cichosz – Szymborski 3, Soporek 2, oraz Kaźmierczak 2.

W rozgrywkach o wejście do II ligi w 1959 r. Unia za rywali miała Pafawag Wrocław, Lotnika Warszawa oraz Polonię Poznań. Pierwszy mecz gorzowianie rozegrali w Poznaniu, i mimo że stracili 3 bramki, to strzelili ich aż 5, zyskując niezwykle cenną zaliczkę przed następnymi meczami. Wystarczyło w zasadzie wygrać tylko mecze u siebie, by zająć pierwsze miejsce w grupie. Pierwszy mecz był niezwykle dramatyczny. Około 6 tys. widzów oglądało zaciętą walkę – „cios za cios” w wykonaniu obydwu drużyn. Początek należał do Unii. W 10 minucie Dragon trafił w słupek, potem ponownie Dragon zmarnował doskonałą sytuację. Około 25-30 min. inicjatywę przejęli goście, ale świetnie bronił Kozielski. Po zmianie stron znów do ataku ruszyli gorzowianie, ale o dziwo pierwsi zdobyli bramkę „lotnicy”. W 66 min. celną „główką” popisał się Szliwiński. W tym momencie po raz kolejny do ataku poderwała się Unia. Nastąpiła cała seria rzutów wolnych tuż sprzed linii pola karnego. I wreszcie w 75 min. Dragon został sfaulowany na polu karnym,

a De Martin pewnie wykorzystał „jedenastkę”. Widownia szalała z radości, ale to było jeszcze nic, przy tym, co działo się 5 minut później. Kaszyca wykorzystał zamieszanie podbramkowe i z bliska umieścił piłkę w bramce. Na stadionie rozległ się wrzask, zaczęły huczeć trąby, piszczałki i wyć syreny. Koniec meczu widownia przyjęła ponownym wybuchem entuzjazmu, a bohaterowie spotkania powędrowali na ramionach kibiców do szatni. W kolejnym meczu, gorzowianie osłabieni brakiem zawieszonego Cichosza, ulegli we Wrocławiu Pafawagowi 2:3, natomiast w czwartej kolejce podejmowali u siebie wrocławian. Przebieg spotkania był podobny do meczu Unia – Lotnik. Mimo przewagi optycznej gorzowian, w 20 min. Szkudlarek uzyskał prowadzenie dla gości. W 42 min. jednak Dragon wyrównał. Po przerwie natarli znów gorzowianie, ale obrońcy Pafawagu spisywali się znakomicie. Tak było do 77 min. Wówczas to De Martin przejął wybitą przez Onitscha z zamieszania podbramkowego piłkę i kropnął bez namysłu z odległości ok. 30 metrów. Zasłonięty przez graczy Skorupa rzucił się rozpaczliwie, ale o ułamek sekundy za późno. Piłka zatrzepotała w siatce. Wśród publiczności zapanował nieopisany entuzjazm. Odezwały się trąbki, piszczałki, dzwony, syreny alarmowe, poleciały w górę płaszcze i czapki. W piątej, przedostatniej kolejce, Unia uległa w Warszawie Lotnikowi 0:2. Przed decydującą rundą spotkań gorzowianie mieli 6 pkt. i +1 w bramkach, Lotnik 6 pkt. i +3 w bramkach. Unia musiała zatem pokonać wysoko Polonię Poznań, albo liczyć na remis w spotkaniu Pafawag – Lotnik. We Wrocławiu Pafawag zagrał dla gorzowian, wygrywając 2:0. Unia jednak pomogła też sobie sama, wygrywając pewnie z zespołem z Poznania 4:1. W historycznym meczu z Polonią, rozegranym 1 listopada 1959 r., na boisko wybiegli: Kozielski, De Martin, Wolak, Holewik, Stupiński, Wilczak, Cichosz, Dragon, Gawacki, Kaczmarek i Lasecki. Początek spotkania należał zdecydowanie do Unii. Udokumentowaniem przewagi była bramka zdobyta w 24 min. przez Gawackiego. Dopiero wtedy poznaniacy zerwali się do ataku. Goście coraz częściej zaczęli zagrażać bramce strzeżonej przez Kozielskiego, ale z biegiem czasu ich akcje stały się coraz wolniejsze. Ostatnie minuty przed przerwą znów przyniosły przewagę Unii. W 41 min. Kaczmarek z 6 metrów nie trafił do bramki.

W przerwie meczu podano, że Pafawag prowadzi z Lotnikiem 1:0. Komunikat wyraźnie zmobilizował gorzowian. W 54 min. Kaczmarek po indywidualnej akcji minął bramkarza i strzelił do pustej bramki. W 60 min. po ładnej kombinacyjnej akcji Cichosza z Laseckim, na pozycję strzelecką wyszedł Kaczmarek, i ponownie umieścił piłkę w siatce. Chwilę później poznaniacy zdobyli bramkę na 1:3. Bramka gości znów spowodowała szturm piłkarzy Unii. Najpierw Cichosz zdobył gola, ale nie uznał go sędzia, a w końcówce meczu, w 80 min. gości dobił Lasecki, pewnie egzekwując jedenastkę. Zwycięstwo piłkarzy Unii widownia przyjęła z dużym entuzjazmem. Radość stała się jeszcze większa, gdy napłynął meldunek telefoniczny o zwycięstwie Pafawagu.

Lata 60-te

Do historycznego, pierwszego w historii klubu sezonu w II lidze, Unia przystąpiła w nieco tylko przemeblowanym składzie. Klub gorzowski nie dysponował wielkimi możliwościami „transferowymi”, stąd skład został jedynie uzupełniony kilkoma zawodnikami, głównie z klubów z terenu województwa zielonogórskiego. Początek jednak nie był najlepszy. W pierwszym spotkaniu w Gorzowie, w obecności ponad 5 tys. widzów, surowej lekcji udzielił gorzowskim piłkarzom Śląsk Wrocław. Mimo, iż zespół Unii rozpoczął mecz obiecująco, i po 20 min. prowadził po golu Dragona 1:0, spotkanie zakończyło się pewną i zasłużoną wygraną wrocławian. Wynik 1:3 i tak był korzystny dla gospodarzy, bowiem Śląsk miał szanse na kilka dalszych bramek.

A oto statystyczny zapis tego spotkania:

13 marca 1960 – Unia Gorzów – Śląsk Wrocław 1:3
Unia: Kozielski, Dukat, Wolak, Stupiński, Wilczak, Zawko, Kaczmarek, Dragon, Daniszewski, E. Lasecki, Szuster. Śląsk: Jenek, Cisowiec, Mielnik, Bazan, Gacka, Marks, Stachowiak, Droździok, Krawiarz, Łuczak, Czok. 1:0 Dragon – 1:1 Stachowiak – 1:2 Krawiarz – 1:3 Krawiarz

W pierwszym swoim wyjazdowym spotkaniu, Unia uległa w Szczecinie Arkonii 0:1. Był to pierwszy z serii nieudanych występów na boiskach rywali. Dość powiedzieć, że z jedenastu spotkań wyjazdowych gorzowianie przywieźli zaledwie jeden punkt, remisując w Warszawie, po dramatycznym meczu, 4:4 z tamtejszą Polonią. Prawdziwym curiosum był mecz w Kaliszu z tamtejszą Calisią – przeciwnikiem gorzowian w walce o utrzymanie. Na spotkanie „nie dojechali sędziowie”, wobec tego arbitrami meczu byli sędziowie … z Kalisza. Skończyło się oczywiście wygraną gospodarzy 4:1 …Znacznie lepiej było na własnym stadionie – w Gorzowie Unia poniosła, oprócz inauguracyjnego meczu ze Śląskiem, jeszcze dwie porażki, a dwa mecze zremisowała. Sześć spotkań zakończyło się wygranymi gorzowian, niestety w większości Unia wygrywała te mecze różnicą zaledwie jednej bramki, i to srodze zemściło się w końcowej tabeli. Gorzowianie zajęli bowiem 10. miejsce z 15 pkt., mając identyczny dorobek jak Polonia Warszawa, niestety „Czarne Koszule” miały dużo lepszy bilans bramkowy, i to pogrążyło gorzowian. Duży wpływ miały na to klęska Unii w Raciborzu z tamtejszą Unią (0:9), a także W przerwie między rundą wiosenną a jesienną gorzowska Unia rozegrała kilka towarzyskich spotkań z zespołami I-ligowymi. Sporym sukcesem była wygrana 2:1 z Wisłą Kraków, oraz remis 1:1 z Lechią Gdańsk. Z kolei w pojedynku z Pogonią Szczecin niebiesko-biali przegrali aż 1:4.

Frekwencja na II-ligowych spotkaniach przy ul. Myśliborskiej wynosiła średnio 4-6 tys. na mecz. Najwięcej widzów zgromadziły pojedynek ze Śląskiem, a także mecze z Polonią Warszawa, Lechem Poznań, Arkonią Szczecin, i Bałtykiem Gdynia. Spore zainteresowanie wywołał też „tradycyjny” już tzw. mecz przyjaźni pomiędzy reprezentacją Gorzowa, a reprezentacją Frankfurtu n. Odrą.

1961

Ponieważ Unia w sezonie 1960 uczestniczyła (w systemie wiosna-jesień) w rozgrywkach II ligi, a w międzyczasie nastąpiła reforma (przejście na system jesień-wiosna), stąd po spadku do klasy okręgowej, na wiosnę 1961 gorzowianie grali „poza klasyfikacją”. Prowadzono wówczas dwie tabele: jedną obejmującą całe rozgrywki, i drugą, obejmującą tylko rundę wiosenną. Jedynie w przypadku zajęcia 1. miejsca w tabeli „wiosny”, stilonowcy mogli myśleć o walce o powrót do II ligi, gdyż rozgrywaliby oni wtedy dodatkowy mecz o mistrzostwo klasy „O” i możliwość gry w barażach, ze zwycięzcą całych rozgrywek „okręgówki”, Czarnymi Żagań. W międzyczasie, w styczniu 1961 r. dokonano oficjalnej zmiany nazwy klubu z KS Unia na Zakładowy KS Stilon. Akt ten został poprzedzony ogólnozakładową dyskusją i ankietą wśród członków klubu i kibiców. Zmiana nazwy miała w oczywisty sposób wiązać klub z zakładem, czynić z ZKS wizytówkę fabryki, integrować załogę i firmę, stanowić swoistą reklamę przedsiębiorstwa. Jednak pierwsza połowa 1961 roku nie była dla Stilonu zbyt udana. Niedawny II-ligowiec zajął bowiem dopiero 3. lokatę w tabeli „wiosny”: Od sezonu 1961/62 rozpoczął się wybitnie nieudany okres w historii sekcji piłkarskiej ZKS Stilon. Niebiesko-biali przez kolejne lata pogrążali się w kryzysie, w czym zapewne duży wpływ miało odejście niemal wszystkich zawodników pamiętających awans do II ligi.

1962

Zespół Stilonu jeszcze w sezonie 1961/62 zajął 4. miejsce w tabeli klasy okręgowej, lecz do czołowej trójki – Lechii Zielona Góra, Promienia Żary, oraz Czarnych Żagań – stracił sporo, bo odpowiednio 7, 6, i 4 „oczka”. W okresie tym (1961-63) doszło do Stilonu sporo nowych zawodników, wśród których warto wymienić: Kazimierza Lisiewicza, Józefa Piątka, Feliksa Kurzynogę (dwaj ostatni grali wcześniej w Pogoni Szczecin), Tadeusza Sędziaka (byłego reprezentanta Lecha Poznań), Józefa Nowaka (z Wisły Kraków), oraz Bronisława Głuszaka. Jesień 1962 roku była już dla stilonowców fatalna. W dwunastu pojedynkach niebiesko-biali, dysponujący przecież całkiem przyzwoitym składem, wywalczyli ledwie 3 pkt. (1 wygrana, 1 remis i 10 porażek).

1963

Wiosną 1963 r. było tylko troszeczkę lepiej, gdyż Stilon zdobył „aż” 9 „oczek”. W niczym nie zmieniło to faktu, że w końcowej tabeli sezonu 1962/63 stilonowcy uplasowali się na ostatniej pozycji, i razem z innym gorzowskim klubem, Sokołem, spadli do klasy A.

1964

W sezonie 1963/64 Stilon stoczył dramatyczną walkę o powrót do „okręgówki” z drugim spadkowiczem – Sokołem. Początek rozgrywek był nie najlepszy – co prawda Stilon wysoko wygrywał ze słabeuszami, ale tracił punkty w meczach z Celulozą Kostrzyn, Wartą II Gorzów, Pogonią Skwierzyna, czy też Czarnymi Witnica. Także bezpośredni pojedynek z Sokołem na własnym stadionie zakończył się porażką 1:4. W pewnym momencie Stilon tracił 4-5 pkt. do lidera, jednak wtedy nastąpiła mobilizacja. Znakomita seria 9 zwycięstw i 2 remisów – w tym zwycięstwo w rewanżu z Sokołem 1:0 – pozwoliła na doścignięcie w tabeli najgroźniejszego rywala. Regulamin w tym wypadku przewidywał dodatkowy mecz. Po zakończeniu rozgrywek rozegrano zatem w Gorzowie, na neutralnym stadionie Warty, decydujący pojedynek o mistrzostwo klasy A, w którym zdecydowane zwycięstwo 3:0 (po bramkach Mazura, Piotra Trzęsioka i Okonia) odniósł Stilon. Kolejny sezon był równie udany. Jak na beniaminka, Stilon spisywał się bardzo dobrze, by nie powiedzieć rewelacyjnie. Udanie do zespołu wprowadzili się m. in. Ryszard Ratajczak, bramkarz Tadeusz Staszewski, oraz Bogdan Szmagalski. Mimo kilku słabszych spotkań, i niespodziewanych porażek, gorzowianie zajęli ex-aequo 1. miejsce w tabeli, wspólnie z finalistą Pucharu Polski, zespołem Czarnych Żagań.

1965

Podobnie jak rok wcześniej, znów Stilon musiał rozegrać dodatkowe spotkanie. Tym razem w Zielonej Górze lepsi okazali się piłkarze z Żagania, zwyciężając 4:1. A oto statystyczny zapis tego pojedynku: Po zakończeniu rozgrywek okazało się, że nie tylko mistrz, ale i wicemistrz województwa otrzymał szansę walki o awans do II ligi. Stilon został zakwalifikowany do grupy 1, a jego przeciwnikami były: Karpaty Krosno, Górnik Ruda Śląska, Bielawianka Bielawa, Czarni Radom i KS Nysa. Tym razem jednak gorzowski zespół otrzymał surową lekcję, doznając w dziesięciu spotkaniach dziewięciu porażek, i tylko raz remisując (z KS Nysa 2:2). Na kolejną szansę awansu trzeba było poczekać do następnego sezonu. Po jedenastoletniej przerwie, zespół ZKS Stilon wystartował w rozgrywkach centralnych PP, jako finalista szczebla wojewódzkiego. W 1/64 finału niebiesko-biali przegrali jednak w Poznaniu z Olimpią 0:2.

1965 roku po raz kolejny rozegrano tzw. mecz przyjaźni z zespołem z Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Tym razem przeciwnikiem Stilonu była ekipa Dynama Babelsberg. Zwyciężyli gospodarze w stosunku 3:1.

1966

Stabilizacja składu, w oparciu o zawodników pozyskanych i wychowanych w ostatnich latach zaprocentowała dobrymi występami zarówno jesienią 1965 r., jak i wiosną 1966 roku. Ostatecznie Stilon zajął 3. miejsce, o punkt za najlepszymi w lidze zespołami Orła Międzyrzecz i Promienia Żary. Trzecioligowe boiska okazały się jednak zbyt wymagającym „poligonem” dla stilonowców. Początek w wykonaniu beniaminka był nawet niezły, ale potem z meczu na mecz było coraz gorzej. Praktycznie już na półmetku zespół trenera Władysława Pieca był pewnym spadkowiczem, stąd wiosną nowemu szkoleniowcowi Leonardowi Marcinkiewiczowi przyszło jedynie ogrywać młodzież i przygotowywać się ponownie do występów na boiskach województwa.

1967

Wiosną wyniki nie były o wiele lepsze. Przepaść jaka dzieliła wtedy beniaminka od doświadczonych zespołów ze Śląska (grały w tej grupie m. in. ROW Rybnik, Urania Ruda Śląska, Piast Gliwice, Górnik Radlin, Wyzwolenie Chorzów, GKS Wodzisław, mające na koncie występy w II, a nawet I lidze) była aż nadto widoczna. Gorzowianie z dorobkiem zaledwie 11 punktów zajęli ostatnie, 16. miejsce.

1968

Doświadczenie, zebrane przez rok startów w silnym towarzystwie, jednak procentowało. Po sezonie spędzonym na boiskach „okręgówki” stilonowcy ponownie zameldowali się w klasie MW, choć i tym razem przygoda z „trzecim frontem” potrwała zaledwie jeden sezon. Tym razem gorzowianie zdobyli w 30 spotkaniach 16 punktów, i zajęli 14. miejsce w tabeli, wyprzedzając jedynie Ślęzę Wrocław i Promienia Żary. Kadra Stilonu była w tym czasie niezwykle szeroka. Do drużyny gorzowskiej wchodziło coraz więcej młodych zawodników, a na dodatek stan personalny sekcji został też poważnie „wzmocniony” dzięki wchłonięciu sekcji Sokoła i Almiry.

1969

Kolejny atak na III ligę nie powiódł się. W sezonie 1969/70 Stilon ukończył rozgrywki na 3. miejscu, za Promieniem Żary i silną w owym czasie Sprotavią Szprotawa.

Lata 70-te

1970

Na początku lat 70-tych pojawiła się nowa generacja trenerów i zawodników. Wielu z nich na długo związało się ze Stilonem. Kolejni trenerzy – Zbigniew Bach, Roman Łoś, próbowali odbudować dawną rangę drużyny. Jednak potrzeba było na to czasu i mozolnej pracy „od podstaw”. Sukcesywnie do zespołu wchodzili młodzi, 17-18-letni zawodnicy – Adam Prusinowski (w 1970 r.), Andrzej Sałacki (w 1970 r.) i Leszek Puto (w 1971 r.).

1971

W sezonie 1970/71 Stilon jeszcze walczył zażarcie o III ligę, ale uległ ostatecznie zielonogórskiemu Zastalowi w dodatkowym meczu w Międzyrzeczu 1:2.

1972

Sezon 1971/72 zespół ZKS Stilon zakończył na dopiero 10-tym miejscu w lidze okręgowej, ale już w następnych rozgrywkach, „wykorzystując” na dodatek reorganizację, awansował do wyższej klasy.

1973

Od 1973 r. Stilon – prowadzony przez duet trenerski Tadeusz Stupiński – Edward Kassian – grał już na poziomie równoważnym III lidze – w tzw. lidze wojewódzkiej. Były to dość „oryginalne” rozgrywki, gdyż uczestniczyło w nich zaledwie 8 drużyn, grających w systemie „każdy z każdym” po dwa razy jesienią, oraz po dwa razy wiosną. Dało to w rezultacie 28 kolejek. Stilon ukończył je na 56 miejscu.

1975

W chwili utworzenia województwa gorzowskiego Stilon grał nadal w lidze wojewódzkiej, i należał już do ścisłej czołówki tabeli. Jednak rywale okazywali się silniejsi. Sezon 1974/75 zakończył się następująco: Zastal Zielona Góra – 41 pkt., Chrobry Głogów – 41, Stilon Gorzów – 34. Dwa pierwsze zespoły uzyskały prawo walki o II ligę, Stilon musiał zaś odłożyć plany awansu na kolejny sezon. Zacięta rywalizacja zielonogórsko-gorzowska „przeniosła się” także na rozgrywki wojewódzkiego Pucharu Polski. W 1975 r. Zastal zwyciężył po rzutach karnych 4:3, a w 1976 r. znów zielonogórzanie pokonali Stilon 2:0.

1976

Po zakończeniu sezonu 1975/76, i po zdobyciu II miejsca w lidze wojewódzkiej, gorzowianie walczyli już w bojach eliminacyjnych o awans do II ligi, jednak za naruszenie przepisów (tzw. „afera konińska”) Stilon został karnie zdegradowany do klasy A. Nie było to niestety chlubne wydarzenie w historii gorzowskiej piłki, za próbę „sprzedania” meczu zarzuty postawiono kilku, głównie najbardziej doświadczonym zawodnikom, a klub, który awansował do nowo utworzonej klasy MW, zdegradowano karnie do klasy A. Zagłębie Konin – drugiego „bohatera” afery, zamiast awansu do II ligi, spotkała także degradacja na ten sam szczebel, na który spadł Stilon.

1977

Ponieważ od 14 sierpnia 1976 r. działał już Gorzowski Okręgowy Związek Piłki Nożnej, stąd Stilonowi przyszło walczyć z zespołami z terenu województwa gorzowskiego, a nie jak wcześniej bywało, zielonogórskiego. Zespół pod wodzą trenera Ksola, notował coraz lepsze wyniki. Klasę A wygrał bez większych problemów (w 30 meczach 55 punktów, bilans bramkowy 145:11). Kilka spotkań zakończyło się rekordowo wysokimi zwycięstwami – 15:0, 12:0, 11:0. Także w pierwszej edycji Pucharu Polski na szczeblu nowo powstałego województwa gorzowskiego, zespół Stilonu nie miał problemów z odniesieniem triumfu, wygrywając w finale z Osadnikiem Myślibórz 4:0.

1978

Po wygraniu w cuglach klasy A, i po wzmocnieniu składu m. in. Tadeuszem Stępińskim (z GKS-u Katowice), w sezonie 1977/78 Stilon okazał się najlepszy w klasie międzywojewódzkiej (istniało wtedy osiem klas MW, które wyłaniały beniaminków II ligi). Drugi w historii klubu awans do grona drugoligowców wywalczyli: Zenon Mikołajczak, Jan Jaroszewicz, Tadeusz Pełszyk, Marek Blumka, Eugeniusz Kruszczak, Andrzej Wierzbicki, Adam Prusinowski, Ryszard Ostapiuk, Marian Kryziński, Waldemar Stupiński, Krzysztof Mielcarek, Kazimierz Zarzecki, Tadeusz Stępiński, Ryszard Cyranek, Zdzisław Karolak, Zbigniew Kurłowicz, Adam Głowacki, Leszek Puto, Sylwester Komisarek, Jacek Dudek, Mirosław Stecewicz, Andrzej Sałacki i Roman Mielcarek pod wodzą trenera Eugeniusza Ksola. Kibice nadwarciańskiego grodu długo czekali na tę chwilę. 18 lat minęło od czasów, kiedy to poprzednicy Stilonu – piłkarze KS Unia – występowali jeden sezon w gronie II-ligowców. Stilonowcy przystępując do drugiej rundy rozgrywek sezonu 1977/78 mieli 4 pkt. straty do lidera – Zastalu Zielona Góra, ale dzięki wpadce Zastalu zniwelowali stratę do 2 pkt. Świetna passa Stilonu trwała do końca rozgrywek – zespół nie przegrał wiosną ani jednego meczu, pięć spotkań remisując. Przy potknięciach Zastalu, pozwoliło to drużynie gorzowskiej zdobyć mistrzostwo VII grupy i awans do II ligi. Na sukces ten pracowano w klubie bardzo konsekwentnie od 1975 r., kiedy stanowisko trenera I zespołu objął Eugeniusz Ksol. We wspomnianym okresie kształt drużyny nie uległ większym zmianom. W maju i czerwcu 1978 roku, w ramach obchodów 30-lecia ZKS Stilon, rozgrywano kolejny „Puchar Przyjaźni”, który miał dość ciekawą i silną obsadę. Obok Stilonu i Celulozy Kostrzyn, wystąpili w tym turnieju także drugoligowcy z NRD: Chemie Schwedt, Motor Eberswalde, oraz Stahl Eisenhuttenstadt. Wielkim wydarzeniem był też pierwszy w historii Gorzowa mecz międzynarodowy. Reprezentacja młodzieżowa Polski spotkała się na stadionie przy ul. Myśliborskiej ze swoimi rówieśnikami z NRD, przegrywając ostatecznie 2:3.

 

A oto zapis tego spotkania: 23 maja 1978 – Polska jun. – NRD jun. 2:3
Polska: Pietrzak, Skiba, Skrobowski, Kopka (Wnuk), Pękala, Biernat, Ratajczak, Grzegorczyk, Morcinek, Krupa, Turowski. NRD: Porsch, Siersleben, Mittag (Leipold), Zaetsche, Melzer, Zachhuber, Mecke, Helms, Windelband, Wellschmidt. 1:0 Turowski – 2:0 Grzegorczyk – 2:1 Wellschmidt – 2:2 Helms – 2:3 Wellschmidt. Widzów 5.000.

Zgodnie z przewidywaniami początek rozgrywek II-ligowych sezonu 1978/79 był dla gorzowskiego debiutanta (wzmocnionego Tadeuszem Babijem z Pogoni Szczecin, Zbigniewem Bartoszem z Zagłębia Wałbrzych, Janem Stypułkowskim z Zawiszy Bydgoszcz i Krzysztofem Wenskim z Olimpii Poznań) niefortunny. Mimo ogromnej ambicji gospodarzy i niemal ciągłych ataków na bramkę rywali, Stilon poniósł porażkę 0:2 przed własną publicznością w spotkaniu z Wartą Poznań (10 tys. widzów na stadionie). Gra zespołu gorzowskiego była zupełnie nieskuteczna. Strata punktów wynikła w dużej mierze z powodu braku ligowego doświadczenia. W drugim spotkaniu było już lepiej, bowiem jeszcze na 12 minut przed końcem pojedynku Zawisza Bydgoszcz – Stilon Gorzów goście prowadzili 2:1. Jednak znów małe jeszcze umiejętności taktyczne nie pozwoliły na wywiezienie z Bydgoszczy choćby jednego punktu. W kolejnych trzech spotkaniach Stilon wywalczył pierwsze 4 punkty. Najpierw gorzowianie tylko zremisowali 0:0 u siebie z Gwardią Koszalin, potem jednak odnieśli cenne zwycięstwo w Gdańsku ze Stoczniowcem 2:0. Wygrana w Gdańsku warta jest odnotowania – był to pierwszy wyjazdowy triumf Stilonu na drugoligowych boiskach. Lepsza postawa Stilonu na boiskach rywali, niż na własnym, potwierdziła się w dalszych spotkaniach. Między innymi w dwóch rozegranych w Gorzowie meczach, z Zagłębiem Wałbrzych i Małapanwią Ozimek, Stilon zdobył ledwie 1 punkt. Z kolei z wyjazdów do mocnych Olimpii Poznań i Górnika Wałbrzych stilonowcy przywieźli 3 „oczka”. Końcówka rundy jesiennej była już w miarę udana. Stilon pewnie pokonał na własnym boisku Goplanię Inowrocław 3:0 (Cyranek zdobył jedną z najpiękniejszych bramek w historii Stilonu), zremisował 0:0 z ówczesnym liderem – Bałtykiem Gdynia, oraz po świetnym meczu wygrał 2:0 z ROW-em Rybnik (12 tys. widzów na trybunach, i kolejna piękna bramka strzelona przez Stępińskiego efektownym „szczupakiem”). Z kolei w spotkaniu Stilon – Lechia Gdańsk (1:1) zanotowano „rekord wszechczasów” widowni na stadionie przy Myśliborskiej. Mecz z liderującym wtedy zespołem z Wybrzeża obejrzało ponad 15 tys. widzów. W rezultacie jedenastka Stilonu zajęła wysoką ósmą lokatę w tabeli grupy zachodniej II ligi po rundzie jesiennej. Na własnym boisku Stilon zdobył 8 pkt., natomiast na wyjazdach – 6. Zatem nie byli podopieczni trenera Ksola drużyną własnego boiska, co dobrze świadczyło o piłkarzach.

1979

W rundzie wiosennej, już do końca rozgrywek Stilon mozolnie „ciułał” punkty, i po remisie w Gdańsku z silną Lechią zapewnił sobie utrzymanie na kolejny sezon. Ostatni pojedynek z Piastem Gliwice obserwowało w Gorzowie ponad 12 tys. widzów, którzy po meczu zgotowali piłkarzom ogromną owację. Były kwiaty, prezenty, i gratulacje od władz zakładowych, miejskich oraz wojewódzkich. Stadion przy Myśliborskiej w sezonie 1978/79 dosłownie „pękał w szwach”. 15 tys. kibiców oglądało mecz z Lechią Gdańsk, 13 tys. mecz z Moto Jelczem Oława, a 12 tys. – spotkania z ROW-em Rybnik, Zawiszą Bydgoszcz, Stoczniowcem Gdańsk, oraz Piastem Gliwice. Warto przypomnieć jeszcze podstawowy skład Stilonu w sezonie 1978/79. Najczęściej gorzowianie grali w ustawieniu: Bartosz – Kruszczak, Wierzbicki, Prusinowski, Ostapiuk – Stypułkowski, Cyranek, Stępiński, Babij – Dudek, Karolak. Ponadto w roli zmienników występowali: Zarzecki, Komisarek, Sałacki, Puto, Mikołajczak, Kurłowicz i Wenski. Następny sezon, to ponowna walka o utrzymanie w gronie drugoligowców, znowu uwieńczona sukcesem. Początek rozgrywek był dla Stilonu wyśmienity, gdyż niebiesko-biali pokonali w Gliwicach Piasta, oraz u siebie Włókniarza Pabianice. Potem, do końca rundy jesiennej, było już w kratkę, gdyż w trzynastu pozostałych spotkaniach gorzowianie tylko trzykrotnie zwyciężyli, i dziewięciokrotnie przegrali. Po kilku przegranych meczach trener Ksol zrezygnował z prowadzenia zespołu. Zastąpił go asystent Stanisław Adamski, rozpoczęła się tym samym „karuzela” trenerska w Gorzowie (wiosną zespół był prowadzony już przez Jerzego Słaboszowskiego). Do 1985 roku średnio dwa razy w sezonie zmieniał się trener klubu. W 1979 roku zespół Stilonu wystartował „z urzędu” – jako drugoligowiec – w centralnych rozgrywkach Pucharu Polski. Po wyeliminowaniu RKS-u Błonie (5:1), oraz Zagłębia Lubin (1:1, w karnych 8:7), w 1/16 finału stilonowcy ulegli w Gorzowie niedawnemu mistrzowi Polski – Śląskowi Wrocław 1:3. Od tej pory gorzowianie uczestniczyli już w „centralnym” PP, poza sezonem 1986/87,  nieprzerwanie do 1997 roku. Wiosna 1980 roku była już dla Stilonu bardzo udana. W piętnastu spotkaniach gorzowianie zdobyli 18 „oczek”, sześciokrotnie wygrywając, sześciokrotnie remisując, i tylko trzykrotnie ulegając swoim rywalom. Dało to ostatecznie zespołowi gorzowskiemu 10. miejsce w końcowej tabeli. Tym razem – w porównaniu do poprzedniego sezonu – bliżej było jednak do górnych rejonów tabeli (zabrakło ledwie dwóch punktów do 6. lokaty), niż do miejsc „spadkowych”. Rosnące doświadczenie Stilonu znalazło wyraz między innymi w postaci zwycięstwa nad najlepszym zespołem w lidze – gdyńskim Bałtykiem. W lipcu rozegrano w Gorzowie, oraz okolicznych miastach (Kostrzyn, Dębno), turniej z udziałem czterech reprezentacji juniorów starszych: Polski, Holandii, Norwegii i Danii. Jedno ze spotkań odbyło się 18.07.1980 na stadionie Stilonu – Polska pokonała w nim po golu Dariusza Dziekanowskiego Holandię 1:0. Co ciekawe, w drużynie „Oranje” grał sam Marco van Basten, z kolei w ekipie biało-czerwonych na boisku pojawili się: Tomczyk, Kubicki, Stelmach, Lubos, Wdowczyk, Kościelny (Łatka), Sokołowski, Dziekanowski, Grzanka, Jaskólski (Kuter), K. Walczak.

Lata 80-te

Sezon 1980/81 do dziś pozostaje jedną z najciekawszych kart w historii gorzowskiej piłki. Stilon, mimo braku znaczących wzmocnień (przyszli jedynie Janusz Jabłoński ze Startu Wieluń, Jan Piasecki z zielonogórskiej Lechii, Marek Mandys z Pogoni Szczecin, oraz Paweł Jaworski z juniorów), stał się rewelacją rozgrywek, tocząc z Pogonią Szczecin, Piastem Gliwice i GKS-em Katowice walkę o awans do I ligi. Do rozgrywek gorzowscy piłkarze przystępowali już jako dojrzały i dobrze poukładany zespół. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Po wyjazdowym remisie z Lechią Gdańsk (1:1) w inauguracyjnej kolejce, dwa następne spotkania Stilon wygrał po 1:0 z Zagłębiem Wałbrzych oraz – co było dużą niespodzianką – w Katowicach z GKS-em i znalazł się na drugiej pozycji w tabeli. Potem gorzowianie grali różnie, potrafili zwyciężyć wyżej notowanego rywala, ale zdarzały im się przykre wpadki, jak choćby 1:2 u siebie z Kryształem Stronie Śląskie, zdecydowanie najsłabszą drużyną drugiej ligi. Na półmetku rywalizacji Stilon zajmował siódme miejsce, z niewielką, bo 4-punktową stratą do liderującego Piasta Gliwice.

1981

Początek rundy rewanżowej ponownie był bardzo udany dla podopiecznych trenera Stanisława Adamskiego. Zaczęło się co prawda od remisu 2:2 z Lechią, ale potem były zwycięstwa nad Zagłębiem 2:1 i GKS-em 1:0. W 19. kolejce Stilon przywiózł jeden punkt z Oławy (0:0), gdzie grał z tamtejszym Moto Jelczem, tydzień później pokonał Stal Stocznię Szczecin 1:0, zaś 19 kwietnia 1981 r., przy ponad 11-tysięcznej widowni niebiesko-biali zwyciężyli lidera z Gliwic 2:0 i mieli zaledwie dwa punkty straty do Piasta oraz jeden do szczecińskiej Pogoni. W 22. kolejce doszło do pojedynku na szczycie pomiędzy Pogonią, a Stilonem, a areną bitwy był stadion przy ul. Twardowskiego w Szczecinie, gdzie zasiadło około 17 tys. widzówStilon po dramatycznym meczu, niesiony dopingiem 2 tysiecy kibiców Stilonu wygrał 4:3. Po wygranej w 23. kolejce ze Stoczniowcem Gdańsk 2:0, Stilon miał już I ligę „na wyciągnięcie ręki”. W tym momencie gorzowianie liderowali wspólnie z Piastem, wyprzedzając o jeden punkt Pogoń. Do końca pozostawało siedem kolejek, z tym że Stilonowi zostały mecze z teoretycznie słabszymi rywalami. I właśnie to z tymi „słabeuszami” gorzowianie potracili punkty, tracąc szansę na awans. Najpierw przyszła porażka u siebie z rybnickim ROW-em, potem w Stroniu Śląskim z tamtejszym Kryształem, a na koniec w Koszalinie z Gwardią. W Pucharze Polski Stilon, po wyeliminowaniu Wielimu Szczecinek 3:0 i Dozametu Nowa Sól 2:1, dotarł do 1/16 finału, gdzie uległ jednak znakomitej drużynie Lecha Poznań 1:4. Kolejny sezon ugruntował silną pozycję Stilonu w drugiej lidze (ponownie 3. miejsce), mimo iż w zasadzie gorzowianie nie byli ani przez moment bliscy awansu. Co prawda po rundzie jesiennej Stilon tracił tylko punkt do lidera, ale atmosfera w zespole była już daleka od normalnej, co zresztą skończyło się pożegnaniem trenera Adamskiego.

1982

Nowy szkoleniowiec – Witold Szyguła, nie osiągnął wiosną zbyt dobrych wyników, udało się jednak zachować trzecie miejsce w końcowej tabeli. Zespół Stilonu powoli zmieniał swoje oblicze – w sezonie 1981/82 nie było już Niewiadomskiego (odszedł do Lecha Poznań, z którym zdobywał tytuły Mistrza Polski i Puchary Polski), ale doszli nowi zawodnicy (Alfred Biczyk z Lechii Zielona Góra, Mieczysław Kasperkiewicz z Gwardii Koszalin, oraz Sławomir Krawiec i Krzysztof Woziński z ŁKS-u Łódź). Mający za sobą kilkadziesiąt spotkań w ekstraklasie Woziński, zdobył, podobnie jak sezon wcześniej Niewiadomski, aż 11 bramek. Nadal piłka nożna cieszyła się wielkim zainteresowaniem kibiców gorzowskich. 13 tys. widzów oglądało mecz ze Stalą Stocznia, 11 tys. spotkanie z eks-pierwszoligowcem – Odrą Opole, a 10 tys. pojedynek ze Stoczniowcem Gdańsk.

1983

Runda wiosenna sezonu 1982/83 była dla gorzowian wręcz rewelacyjna, gdyż zespół ZKS Stilon okazał się nawet … mistrzem „wiosny”, zdobywając w 15 meczach 21 pkt. (8 wygranych – 5 remisów – 2 porażki):
Stilon Gorzów – Celuloza Kostrzyn 1:2
Odra Wodzisław – Stilon Gorzów 2:2
Stilon Gorzów – Górnik Wałbrzych 0:0
Arkonia Szczecin – Stilon Gorzów 1:1
Stilon Gorzów – Olimpia Poznań 4:2
Olimpia Elbląg – Stilon Gorzów 1:1
Stilon Gorzów – Piast Gliwice 1:0
Odra Opole – Stilon Gorzów 3:3
Stilon Gorzów – ROW Rybnik 2:1
Stilon Gorzów – Zagłębie Wałbrzych 2:0
Stal Stocznia Szczecin – Stilon Gorzów 3:2
Stilon Gorzów – Arka Gdynia 2:0
GKS Tychy – Stilon Gorzów 1:2
Stilon Gorzów – Gryf Słupsk 2:0
Zagłębie Lubin – Stilon Gorzów 0:2

Trzeba więc przyznać, że trener Kępa wykonał dobrą robotę wiosną, o czym świadczą wyniki: w okresie od 17. do 30. kolejki spotkań Stilon przegrał tylko raz, w 26. kolejce, ponadto gorzowianie strzelili wiosną 27 bramek, przy zaledwie 8 (!) jesienią. W składzie nastąpiły wyraźne zmiany, w podstawowej jedenastce coraz częściej zaczęli się pojawiać młodzi zawodnicy – 20-letni Jerzy Dawidowicz, 21-letni Arkadiusz Dragon, 19-letni Franciszek Filas (z Bizona Klasztorne), debiutował też długoletni filar obrony w Stilonie – 21-letni Józef Ludniewski (wychowanek Kasztelanii Santok). Nie zabrakło także wzmocnień z zewnątrz – ze Stali Stocznia Szczecin przybył Andrzej Sadowski, z Pogoni Szczecin Stanisław Pasek, z Błękitnych Stargard Szczeciński Zbigniew Wiliński, pojawili się także doświadczeni Jacek Sierant (z bydgoskiego Zawiszy) i Ryszard Szpakowski (zawodnik Lecha Poznań, były reprezentant Polski). Dzięki dobrym wynikom wiosną 1983 r., wzrosła też – w porównaniu do I rundy – liczba kibiców. 11 tys. widzów oglądało pierwszy przy Myśliborskiej … derbowy pojedynek woj. gorzowskiego na II-ligowym froncie z Celulozą Kostrzyn, a także ostatni mecz sezonu z Gryfem Słupsk. W kolejnym sezonie Stilon był typowym zespołem „środka tabeli”, zajmując ostatecznie 7. miejsce, ani przez moment nie będąc zagrożony spadkiem. Lepszym wynikom i osiągnięciu stabilizacji szkoleniowej nie sprzyjały częste zmiany trenerów (tym razem pojawił się w roli szkoleniowca Roman Sługocki), choć jeszcze w tym sezonie nie wpłynęło to ujemnie na postawę zespołu. Ważnym wydarzeniem był debiut w 14. kolejce, w meczu w Jaworznie, najbardziej bramkostrzelnego zawodnika w historii Stilonu – 21-letniego Zenona Burzawy. Tydzień po pierwszym występie, w pojedynku z Moto Jelczem, Burzawa zdobył swoją pierwszą bramkę w II lidze. Z innych nowych twarzy w zespole warto wymienić mających na swoim koncie grę w I lidze bramkarzy Andrzeja Rejmana (pozyskanego z Motoru Lublin) i Wiesława Wachowiaka (z Bałtyku Gdynia), kolejnego golkipera – Krzysztofa Skrzyńskiego (z juniorów), oraz przybyłego z Celulozy Kostrzyn Romana Żmijaka (okazał się on najlepszym strzelcem zespołu, zdobywając 6 bramek). Jedynym zawodnikiem, który grał w Stilonie od czasu awansu do II ligi był już tylko Jacek Dudek. Od 1983 r. rozpoczęto rozgrywanie tzw. Pucharu Ligi GOZPN. Uczestniczyły w nim głównie III-ligowe zespoły z województwa, które walczyły między sobą o miejsce „w finale”, w którym czekał już Stilon. Niebiesko-biali w historii tego pucharu zanotowali oczywiście najwięcej zwycięstw. 12 kwietnia 1983 odbyło się spotkanie reprezentacji Polski i NRD w kat. U-21. Podobnie, jak w 1978 roku, zwyciężyli goście, 1:0 – po bramce Halaty. Spotkanie oglądało sporo, bo aż 11 tys. kibiców. W zespole polskim wystąpili: Wandzik, Bendkowski, Sokołowski, Kaczmarek, Świątek, Urban (Krawiec), Furtok, Rzepka, Tarasiewicz, Chełstowski (Łatka), oraz Socha. Drużyna gości zagrała w ustawieniu: Hauschild, Ksienzyk, Meixner, Rath, Penschke, Saenger (Hildebrandt), Mueller, Bredow, Jarohs, Halata, Zachhuber.

1984

27 marca 1984 r. rozegrano kolejne na stadionie przy Myśliborskiej spotkanie reprezentacji młodzieżowych. Polska zremisowała w nim 0:0 z Rumunią. W meczu tym grali: Bako, Myśliński, Machaj, Klemenz (Kofnyt), Modrzejewski (Ludniewski), Łazarek (Włosowicz), Wenclewski (Gruszecki), Łukasik, Wraga, Błaszczyk, Najtkowski (Araszkiewicz) – Polska; oraz Barba, Marginean, Popa, Belodedici, Balan, Popica (Botezan), Sandoi, Burdjan (Burchel), Lazar (Tirlea), Soare, Popescu. Jak widać, nie brakowało znanych później z europejskich boisk nazwisk, jak: Belodedici, Popescu, Bako, Araszkiewicz, czy też Łukasik. Do rozgrywek sezonu 1984/85 Stilon przystąpił znacznie osłabiony. Odeszli między innymi: Biczyk, Jabłoński, Krasowski, Pasek, Sadowski, Szpakowski, Wiliński. Z konieczności trener musiał postawić na zawodników młodych, niedoświadczonych (Arkadiusz Dragon, Sławomir Twardygrosz) oraz zawodników pozyskanych z klubów z niższych klas (Piotr Krauze – Arka Gdynia, Zdzisław Dudziec i Lesław Kłosowski – Celuloza Kostrzyn, Jan Kusiak – Odra Chojna, Andrzej Rzepkowski – SHR Wojcieszyce). Po niezłym początku (w dwóch meczach 3 punkty) w kolejnych rundach spotkań Stilon grał słabo i nieskutecznie. Gorzowianie zanotowali rekordowo długą serię meczów bez zwycięstwa (dwanaście). Na półmetku rozgrywek niebiesko-biali byli więc niemal „murowanym” kandydatem do spadku.

1985

Zmieniali się trenerzy – najpierw pojawił się Andrzej Włodarek, a pod koniec wiosny Eugeniusz Ksol. Doszło też przed rundą wiosenną do wzmocnień składu: do zespołu doszli Janusz Kanabaj (z Olimpii Elbląg) i Andrzej Małachowski (ze Stali Stalowa Wola). Po wygranych meczach ze Stalą Stocznia Szczecin i Szombierkami Bytom, a zwłaszcza po cennym zwycięstwie w Gliwicach pojawił się jeszcze cień szansy na utrzymanie w lidze. Niestety, w meczu „ostatniej szansy” gorzowianie ulegli u siebie poznańskiej Olimpii i po siedmiu sezonach w II lidze spadli do niższej klasy. Do sezonu 1985/86, już w III lidze (grupa wielkopolska) Stilon przystąpił znacznie odmieniony. Nie było już w składzie Jaworskiego, Kanabaja, Krawca, Kusiaka, Rzepkowskiego, Sieranta, Wachowiaka. Pojawiło się za to wielu zawodników z drużyny juniorów, bądź z rezerw: Zbigniew Bisaga, Franciszek Filas, Piotr Janczylik, Robert Kowalewski, Bogusław Skupień. Postawienie na „mieszankę” rutyny (Rejman, Dudek, pozyskani wiosną doświadczony były zawodnik Pogoni Szczecin Andrzej Woronko, oraz Krzysztof Jędrzejewski z Arki Gdynia) z młodością, dało znakomity efekt.

1986

Po raz drugi trener Ksol wywalczył awans do II ligi. Tym razem było to jednak zadanie bardzo trudne. Koalicja szczecińskich zespołów (Chemik Police, Energetyk Gryfino, Błękitni Stargard Szczeciński, Arkonia Szczecin, Flota Świnoujście) robiła wszystko, by awansował Chemik, a nie Stilon. Gorzowianie na drodze do II ligi rozegrali kilka dramatycznych spotkań (z Lechią Zielona Góra – 3:2, w Gryfinie – 3:2, z Chemikiem Police – 0:0), także decydujący o awansie mecz w Strzelcach Krajeńskich był niezwykle zacięty, ale zakończył się szczęśliwie, kolejnym zwycięstwem 3:2. Najczęściej w podstawowym składzie drużyny Stilonu grali: Rejman – Dragon, Dudek, Filas, Ludniewski – Dudziec, Kłosowski, Twardygrosz, Żmijak – Burzawa, Woziński. Najwięcej bramek dla Stilonu w tym III-ligowym sezonie zdobył Woziński – 10.

14 października 1986 r. rozegrano w Gorzowie mecz eliminacyjny Młodzieżowych Mistrzostw Europy. Polska, po golu Ptaka, pokonała w nim Grecję 1:0. W spotkaniu, które oglądało 5 tys. kibiców, wystąpili: Polska: Dreszer, Fornalak, Kruszankin, Duchowski, Fedoruk, Kuras, Jaworski, Rudy, Ptak, Moskal, Ziober. Grecja: Katsiaunis, Pahaturidis, Valonakis, Vakalopoulos, Hatzinikolau, Mavromatis, Karassavidis, Ikonomidis (Sofianopoulos), Vaitsis, Noblias, Nedidis.

1987

W sezonie 1986/87 beniaminek z Gorzowa po raz kolejny okazał się rewelacją rozgrywek. Niemal przez cały czas Stilon trzymał się w ścisłym czubie tabeli, na 3.-4. miejscu. Tymczasem 3. lokata dawała możliwość walki o awans w barażu. Gorzowscy zawodnicy grali bez kompleksów wobec bardziej doświadczonych i utytułowanych rywali. Pokonali między innymi: Radomiaka Radom 1:0 i 2:1, Szombierki Bytom 1:0, Arkę Gdynia 6:2, Bałtyk Gdynia 2:1. W ostatnich kolejkach, kiedy czołowe drużyny zaczęły zdobywać punkty w mało sportowy sposób (aplikując rywalom po 6-7 bramek zyskując „bonusowe” punkty), ze stilonowców zeszło powietrze. Gorzowianie w tym, rozgrywanym poza boiskami, „wyścigu” nie mieli szans. Ostatecznie skończyło się na czwartym miejscu w tabeli, które było dobrym prognostykiem na następne lata.

Wśród nowych twarzy w zespole Stilonu byli m. in. Marek Komosa(były gracz warszawskiej Legii i lubelskiego Motoru) i Marek Płachta (poprzednio ŁKS Łódź). Komosa, obok Burzawy i Ludniewskiego, był jednym z tych zawodników, którzy wystąpili we wszystkich spotkaniach. Najwięcej, bo jedenaście bramek, zdobył Burzawa.

1988

Wiosną doszło do zmiany na stanowisku trenera, pojawił się najpierw Kazimierz Lisiewicz, a potem prowadzący też reprezentację olimpijską Mieczysław Broniszewski). Pod wodzą nowego szkoleniowca niebiesko-biali szybko „zaskoczyli”, i do końca rundy grali znakomicie, odnosząc m. in. wygrane z Odrą Opole 4:2, Zawiszą Bydgoszcz 1:0, Stoczniowcem Gdańsk 3:0, Polonią Bytom 3:0, oraz Piastem Nowa Ruda 2:0. Dało to ostatecznie bardzo wysokie, 6. miejsce w drugoligowej tabeli. Mecze ligowe w sezonie 1987/88 oglądało w Gorzowie z reguły ok. 4-8 tys. widzów. Największym zainteresowaniem cieszyło się spotkanie z utytułowaną ekipą Ruchu Chorzów. Zespół Krzysztofa Warzychy oglądało ponad 10 tys. kibiców. Przed sezonem 1988/89 podjęto decyzję o reorganizacji rozgrywek. Zamiast dwóch grup II ligi, miała zostać utworzona tylko jedna, stąd zwiększyła się liczba drużyn zagrożonych spadkiem do III ligi. Zamiast czterech jak do tej pory, było sześciu pewnych spadkowiczów, a dodatkowo cztery drużyny musiały grać jeszcze o utrzymanie w barażach. Tylko sześć pierwszych drużyn w końcowej tabeli miało zapewnione utrzymanie (awans do I ligi uzyskiwał zwycięzca grupy, drugi zespół walczył w barażach). Celem zespołu Stilonu było zatem utrzymanie się na drugoligowym froncie, jeśli nie bezpośrednio, to chociaż w barażach.

Początek rozgrywek, pod wodzą nowego szkoleniowca Tadeusza Wanata, był bardzo nerwowy – Stilon w 9 pierwszych meczach zdobył zaledwie 5 punktów, stąd stało się jasne, że na miejsce w pierwszej szóstce nie ma co liczyć, i należy skoncentrować się na walce o opuszczenie dolnych rejonów tabeli. Do końca rundy jesiennej gorzowianie (znów z trenerem Broniszewskim) wygrali jeszcze tylko dwa mecze: z Bałtykiem Gdynia i Ślęzą Wrocław, tak więc sytuacja zespołu przed wiosną nie była zbyt ciekawa.

1989

Tym razem, trener Stilonu „trafił” z przygotowaniami do rundy wiosennej. Znakomitą formę stilonowcy prezentowali już od stycznia 1989 r., gdyż w 14 spotkaniach sparringowych odnieśli 8 zwycięstw (m. in. 2:1 z Pogonią Szczecin), i 6 remisów (w tym 1:1 z Lechem Poznań, 2:2 z Olimpią Poznań, oraz 1:1 z Jagiellonią Białystok). Zatem z dużymi nadziejami przystępowano w Gorzowie do rundy rewanżowej rozgrywek II ligi. Prawdziwy przełom nastąpił już w 20. kolejce w meczu z Radomiakiem w Gorzowie. Zwycięstwo to dało początek serii udanych występów (w 10 meczach 7 zwycięstw i 3 remisy). Na szczególną uwagę zasługuje wygrana 2:1 w Lubinie ze zdecydowanie najlepszym zespołem II ligi, Zagłębiem. Dobrą formę Stilon utrzymał także w dwumeczu barażowym z Bugiem Wyszków – pierwszy mecz zakończył się co prawda remisem 0:0, ale rewanż w Gorzowie (6:2) był już popisem strzeleckim zawodników Stilonu. Kadra w dalszym ciągu opierała się na zawodnikach wychowanych w Gorzowie i regionie gorzowskim (np. Jacek Krysiński z Celulozy), choć pojawiły się nowe twarze spoza województwa: Marek Czerniawski (z Lecha Poznań), Ryszard Drożdż (ze Stoczniowca Gdańsk), Jarosław Stróżyński (z Noteci Czarnków). Podstawową jedenastkę tworzyli: Skupień – Janczylik, Krysiński, Ludniewski, Dragon – Krauze, Kowalewski, Drożdż, Osiecki – Burzawa, Twardygrosz. Najwięcej bramek w sezonie 1988/89 zdobył Burzawa – 11 (w tym 1 w barażu), który wystąpił we wszystkich 32 meczach (wliczając pojedynki barażowe). Sezon 1989/90 zapowiadał się jako ciężki i „tasiemcowy” – II liga liczyła aż 20 zespołów (38 kolejek), w tym kilka położonych na terenie południowo-wschodniej Polski (Hutnik Kraków, Igloopol Dębica, Stal Stalowa Wola, Stal Rzeszów, Siarka Tarnobrzeg, Resovia Rzeszów). Zatem trener Broniszewski musiał tak przygotować zespół, aby wytrzymał trudy długiego sezonu. Celem minimum było zajęcie 10. miejsca w końcowej tabeli. Po jesiennej rundzie gorzowianie uplasowali się „oczko” niżej, tym niemniej postawa zespołu wzbudzała pewne nadzieje na udane występy w rundzie rewanżowej. W rozgrywkach Pucharu Polski oglądano w Gorzowie w 1/16 finału drużynę Mistrza Polski, Ruchu Chorzów. Zespół Krzysztofa „Gucia” Warzychy wygrał w Gorzowie 2:0, a spotkanie obserwowało ponad 10 tys. widzów. Wcześniej Stilon pokonał Pogoń II Szczecin 2:0 i Pogoń Świebodzin 2:1. Po solidnie przepracowanej zimie i serii udanych sparringów, przyszedł jednak „zimny prysznic” w postaci porażki 0:1 na własnym boisku ze Stalą Rzeszów. Potem, po dojściu do zespołu wychowanka Lecha Poznań – Roberta Cieślewicza, było już znacznie lepiej. Apogeum dobrych występów Stilonu nastąpiło w 32. i 33. kolejce spotkań, po których to gorzowian dzieliły tylko 3 punkty (!) od 2. miejsca w tabeli. Słabsze, bezbramkowe mecze w Gorzowie z Moto Jelczem Oława i warszawską Gwardią spowodowały jednak utratę wiary we własne siły i demobilizację zespołu. Dopiero pod koniec rundy, zwłaszcza w meczach z najlepszymi w II lidze Igloopolem i Hutnikiem, gorzowianie pokazali pełnię umiejętności. Ostatecznie z 42 punktami Stilon zajął 9. lokatę w tabeli. Najczęściej w podstawowej jedenastce wybiegali na boisko: Stróżyński – Dudziec, Krysiński, Ludniewski, Bisaga – Kowalewski, Dragon, Drożdż, Osiecki – Burzawa, Cieślewicz. We wszystkich, 38 spotkaniach zagrali Dragon i Dudziec. Najwięcej bramek zdobył Zenon Burzawa – 12.

Lata 90-te

Do sezonu 1990/91 doświadczony, grający już kilka lat w ustabilizowanym składzie zespół Stilonu przystępował z zadaniem zajęcia miejsca w górnej „połówce” tabeli II ligi. Nie licząc uzupełnienia składu o własnych wychowanków (Paweł Antończyk, Dariusz Borowy, Mariusz Kowalczyk), oraz powrotu do Gorzowa po okresie gry w innych klubach Filasa, kadra Stilonu (zdaniem fachowców) nie predestynowała gorzowskiego zespołu do myślenia o awansie do ekstraklasy. Tymczasem od samego początku Stilon grał znakomicie. Zaczęło się od pokonania 3:0 wałbrzyskiego Górnika i remisu w Rzeszowie z Resovią. W kolejnych meczach u siebie stilonowcy inkasowali po dwa punkty, a na wyjazdach – po jednym. Co prawda w Gorzowie Stilon „tylko” zremisował w meczu „na szczycie” ze Stalą Stalowa Wola, a także z Szombierkami, ale przywiózł komplet punktów z dalekich wyjazdów do Kielc (1:0 z Koroną) i Rzeszowa (1:0 ze Stalą). Pierwszej porażki doznali gorzowianie w 13. kolejce w Legnicy z tamtejszą Miedzią, a do końca jesiennej rundy jeszcze tylko dwukrotnie Stilon musiał uznać wyższość rywali (Gwardii Warszawa i Jagiellonii Białystok). „Twierdza” Gorzów pozostawała jednak nie zdobyta. Tylko Stali i Szombierkom udało się zdobyć w Gorzowie po jednym punkcie, a pozostałe zespoły, w tym takie „firmy” jak Widzew Łódź czy Lechia Gdańsk wyjeżdżały z Gorzowa „na tarczy”.

1991

Do rozgrywek rundy rewanżowej sezonu 1990/91 Stilon przystąpił nieco osłabiony. Znakomicie spisujący się Rosjanin Aleksandr Kaniszczew (zasilił zespół w trakcie rundy jesiennej) przeszedł do walczącej wtedy o utrzymanie szczecińskiej Pogoni. Jednak Stilon nadal grał jak w transie, odnosząc w pierwszych ośmiu meczach „wiosny” 4 zwycięstwa i 4 remisy. Po zwycięstwie na własnym obiekcie z Koroną Kielce „Gazeta Lubuska” pisała: „Ekstraklasa coraz bliżej Gorzowa”. W tym momencie (na jedenaście kolejek przed końcem rozgrywek) na pozycjach premiowanych awansem do ekstraklasy znajdowały się: Stilon (38 punktów) i Stal Stalowa Wola (37), a na pozycjach premiowanych barażami: Jagiellonia Białystok (35) i Widzew Łódź (33). Piąty w tabeli Raków Częstochowa miał już 6 punktów straty do gorzowian, a szósta, mająca zaległy mecz do rozegrania, Miedź Legnica – 7. Wydawało się, że tym razem Stilon nie zaprzepaści historycznej szansy awansu. A jednak, w tym momencie nastąpiła „czarna seria” pięciu porażek z rzędu (w tym dwie przegrane w Gorzowie). W sześciu spotkaniach – od 28. do 33. kolejki – Stilon strzelił zaledwie jedną bramkę. Wtedy znów nastąpiła metamorfoza – kolejne trzy spotkania Stilon wygrał, strzelając sześć bramek, i znów pojawiła się szansa na awans, a co najmniej na baraż. Decydować miały pojedynki z Widzewem i Jagiellonią. Z Widzewem Stilon zremisował choć długo prowadził po golu Burzawy. Łodzianie jednak wyrównali po kontrowersyjnym rzucie karnym, który też zakończył się czerwoną kartką dla ostro protestującego Burzawy (czerwień otrzymał też po meczu Ludniewski). Zatem bez dwóch podstawowych zawodników – Burzawy i Ludniewskiego – Stilon musiał walczyć w ostatnim meczu sezonu o zwycięstwo nad białostocką Jagiellonią. Mecz ten, który obserwowało około 10-11 tysięcy kibiców, był jednym z tych, które pamięta się długo. Stilonowcy wystąpili w tym spotkaniu w składzie: Jarosław Stróżyński – Zdzisław Dudziec, Arkadiusz Dragon, Zbigniew Bisaga, Piotr Janczylik – Franciszek Filas, Robert Kowalewski, Wiesław Osiecki, Ryszard Drożdż – Radosław Babij, Robert Cieślewicz. Zespół Jagiellonii reprezentowali: Mirosław Sowiński – Piotr Zajączkowski, Sergiusz Niefiodow, Marcin Manelski – Jarosław Bartnowski (Tomasz Giedrojć), Ryszard Ostrowski, Wiesław Romaniuk, Andrzej Ambrożej, Robert Grzanka (Bartosz Jurkowski) – Janusz Szugzda, Siergiej Sołodownikow.

Niestety Stilon to spotkanie zremisował, grzebiąc największa w historii szansę na ekstraklasę. Gorzowianie przystąpili do meczu bardzo spięci i zdekoncentrowani. Sprawiła to stawka spotkania. Wszyscy mieli świadomość, że jedna „złota” bramka może rozstrzygnąć sprawę awansu. Już pierwsze minuty wskazywały, że gorzowianom nie będzie lekko. Jagiellonia składała się z zawodników odznaczających się dobrymi warunkami fizycznymi, wybieganych, mających na koncie występy na boiskach ekstraklasy. Gorzowianie nie mając swojego asa atutowego Zenona Burzawy próbowali strzelać z dalszej odległości. W 17 minucie dośrodkowywał Ryszard Drożdż, silnie strzelił Wiesław Osiecki i Mirosław Sowiński z trudem wybił piłkę na rzut rożny. Z kolei bliska zdobycia prowadzenia była w 24 minucie Jagiellonia. Ryszard Ostrowski zagrał do Roberta Grzanki i ten strzelił o centymetry obok lewego słupka. Goście pod koniec pierwszej połowy opanowali środek pola, mając jeszcze jedną znakomitą sytuację. W 35 minucie po faulu na Januszu Szugzdzie rzut wolny wykonywał Robert Grzanka. Huknął z odległości około 20 metrów. Silnie bita piłka uderzyła w poprzeczkę i skończyło się tylko na strachu sympatyków Stilonu. Druga połowa była podobna do pierwszej. Goście będąc drużyną dojrzalszą, kontrolowali grę, a gorzowianie szukali szczęścia w dalekich strzałach. W 63 minucie Cieślewicz podał do Drożdża i pomocnik Stilonu znów popisał się pięknym uderzeniem z dalszej odległości, niestety bez efektu. Jagiellonia grając mądrze taktycznie, rozbijała w środkowej strefie boiska ataki gorzowian, przeprowadzając kilkakrotnie za sprawą Grzanki i Giedrojcia szybkie kontrataki. W 81 min. bliżej zdobycia upragnionej bramki był jednak Stilon. Zdzisław Dudziec centrował piłkę z rzutu rożnego, najpierw strzelał Cieślewicz. Odbitą od obrońców piłkę przejął Osiecki i kiedy wydawało się, że zdobędzie bramkę, zmierzającą w jej kierunku piłkę sparowali obrońcy. Ostatnie minuty przypominały w wydaniu gorzowian bicie głową w mur. Gospodarze atakowali, ale goście rozsądnie broniąc się „dowieźli” remis do końca. Podstawowy skład drużyny walczącej o ekstraklasę (jednej z najmocniejszych w historii Stilonu) stanowili: Stróżyński – Bisaga, Dudziec, Krysiński, Ludniewski – Drożdż, Janczylik, Kowalewski, W. Osiecki – Burzawa (19 bramek w całych rozgrywkach), Cieślewicz. Po jednej rundzie grali: Filas i Kaniszczew. Zmiennikami byli: Skupień, Antończyk, R. Babij, Borowy, Chudy, Dragon, Jarosław Jagodziński, Kowalczyk, Matyjaszczyk i Sebastian Żłobiński. W sezonie 1991/92 zawodnicy Stilonu podjęli ostatnią próbę awansu do ekstraklasy. W zespole zostali wszyscy podstawowi gracze, w tym mający kilka ofert z ekstraklasy Burzawa, stąd Stilon zaliczano do grona faworytów. Początek rozgrywek był w miarę udany, i w zasadzie całą pierwszą rundę można by ocenić pozytywnie – gorzowianie do premiowanej awansem drugiej lokaty tracili tylko 2 punkty, a na dodatek wiosną czekało ich mniej wyjazdów na Śląsk, gdzie tradycyjnie stilonowcy tracili punkty (jesienią przegrali m. in. w Bytomiu z Polonią oraz z Szombierkami, w Rydułtowach z Naprzodem, i w Pszowie z Górnikiem).

1992

Po 25 kolejkach, głównie dzięki zwycięstwom 3:0 z Bałtykiem Gdynia i Chemikiem Police gorzowianie trzymali się w miarę blisko prowadzących w tabeli zespołów Pogoni Szczecin, Szombierek Bytom i Miedzi Legnica. Niestety, najpierw przyszło „załamanie” w meczu w Oławie (0:4), potem „dziwny” mecz z poznańską Wartą, kontrowersyjny mecz Stilonu II z Orłem Międzyrzecz, a na to wszystko nałożył się niesportowy tryb życia niektórych zawodników, w efekcie czego zarząd postanowił kilku graczy przesunąć do zespołu rezerw. Do końca sezonu „wyprany” psychicznie Stilon wygrał już tylko jedno spotkanie, a jedynym plusem wewnątrzklubowych „rozliczeń” było umożliwienie gry sporej grupie młodych zawodników – zadebiutował w rozgrywkach 17-letni Mariusz Osiecki (w ostatnim meczu sezonu strzelił swoją pierwszą bramkę), a większą niż dotychczas szansę gry otrzymali też Borowy i Kowalczyk. Osobnym tematem była znakomita postawa Stilonu w rozgrywkach Pucharu Polski, w których gorzowianie odnieśli historyczny sukces, awansując aż do półfinału. Oto wyniki spotkań Stilonu w PP sezonu 1991/92 wraz ze zdobywcami bramek: z Włocłavią Włocławek 5:0 (Burzawa 2, Filas, Cieślewicz, Bisaga), z Zagłębiem Sosnowiec 4:0 (W. Osiecki, Burzawa, Cieślewicz, Janczylik), z Hutnikiem Warszawa 4:2 (Dragon, Ludniewski, Burzawa, Cieślewicz), ze Stalą Stalowa Wola 1:0 (Burzawa) i 0:0, z Miedzią Legnica 0:3 i 1:1 (Burzawa). Warto dodać że Miedź zdobyła sensacyjnie Puchar Polski i w Pucharze Zdobywców Pucharów miała okazje zagrać z AS Monaco, w składzie których byli m.in. Jean Tigana i Jurgen Klinssman. Miedź nie przyniosła wstydu przegrywając 0:1 w Lubinie i remisując bezbramkowo w Monaco. Szkoda więc że Stilon nie dostąpił tego zaszczytu.

Podstawowa jedenastka Stilonu w sezonie 1991/92: Stróżyński – Dragon, Dudziec, Krysiński, Ludniewski – Drożdż, Janczylik, Kowalewski, W. Osiecki – Burzawa, Cieślewicz. Najwięcej bramek zdobył ponownie Burzawa – 12 (plus 3 w anulowanym meczu z Górnikiem Wałbrzych). We wszystkich meczach wystąpił równo grający przez cały sezon Piotr Janczylik. Przed sezonem 1992/93 nastąpiły w Stilonie spore zmiany kadrowe. Dudziec i Ludniewski dostali zwolnienie do IV-ligowego klubu niemieckiego, VfR Neumunster, Drożdż odszedł do I-ligowej Stali Mielec, zaś Burzawa po rozegraniu czterech meczów przeniósł się do II-ligowego Sokoła-Elektromis Pniewy. Odmłodzonej drużynie Stilonu postawiono zatem za zadanie zajęcie bezpiecznego, 10. miejsca w tabeli. Początek rozgrywek był nie najlepszy. W pierwszej kolejce stilonowcy ulegli w Pniewach Sokołowi, z kolei w drugiej nie sprostali nie należącemu do potentatów, ale solidnemu zespołowi z Pszowa, i szybko znaleźli się w samym dole tabeli. Przed spotkaniem trzeciej rundy w Gdańsku z tamtejszą Lechią, mierzącą na dodatek w awans, nikt zatem nie dawał żadnych szans gorzowianom na choćby punkt. Tymczasem goście, dzięki znakomitej grze przede wszystkim Mariusza Osieckiego, po 26 minutach prowadzili już 4:0 (!), a kibice na stadionie Lechii przecierali oczy ze zdumienia, oglądając popisy techniczne i błyskotliwe kontry stilonowców. Druga połowa była podobna do pierwszej, z tym że tym razem w głównej roli wystąpili … zawodnicy gospodarzy. Dramatyczny momentami mecz ostatecznie zakończył się remisem 4:4, a gościom pozostało narzekanie na pracę sędziego (karny „z kapelusza”) oraz żałowanie niewykorzystanych szans na strzelenie piątego gola. Dobra gra na stadionie Lechii znalazła jednak potwierdzenie w kolejnych meczach. Na własnym obiekcie zawodnicy Stilonu, nie mający przecież w składzie wielu gwiazd, pokonali kolejno: silny zespół Naprzodu Rydułtowy 4:2, ponadto Bałtyk Gdynia 3:0, oraz Chemika Police 2:0. Nieźle było także na wyjazdach – team pod wodzą trenera Kazimierza Lisiewicza wygrał w Dębicy, a także przywiózł po punkcie z ciężkich wyjazdów na Śląsk (Raków Częstochowa, Polonia Bytom). Apogeum formy gorzowian nastąpiło w 13. kolejce, gdy pewnie (2:0) poległa w Gorzowie liderująca wówczas Warta Poznań. Po kolejnych wygranych – z Zagłębiem Sosnowiec i Lechią Dzierżoniów (aż 4:0) – wydawało się, że młody zespół po nabraniu niezbędnego doświadczenia, wiosną zaprezentuje się jeszcze lepiej, i bez problemu zapewni sobie miejsce w środku tabeli.

1993

Jednak runda wiosenna była prawdziwą „drogą przez mękę” dla zawodników i kibiców Stilonu. Brak funduszy na zorganizowanie zgrupowania, odejście niektórych zawodników, spowodowały nawet słabszy niż jesienią start ligowy. Oliwy do ognia dodał jeszcze przegrany w „dziwny” sposób mecz z Sokołem Pniewy 2:3, a nerwowa atmosfera udzieliła się także działaczom, którzy po następnym spotkaniu (1:3 w Pszowie z tamtejszym Górnikiem) zwolnili trenera Lisiewicza, zatrudniając w to miejsce Zbigniewa Niewiarowskiego. Niewiele to jednak pomogło, choć Stilon m.in. pokonał Iglopool Dębica 4:0. Potem nie było już tak „wesoło”. Stilon uległ na ciężkim terenie Chemika Police 1:2, następnie poniósł druzgocącą klęskę w meczu na własnym boisku z Rakowem Częstochowa (0:4), uległ znów u siebie Polonii Bytom (1:2), a po remisie w Legnicy przegrał jeszcze na własnym obiekcie z KP Wałbrzych, oraz w Poznaniu z Wartą. W tym momencie zrobiło się naprawdę nerwowo, gdyż Stilon znalazł się w strefie zagrożonej spadkiem. Na szczęście w czterech ostatnich kolejkach gorzowianie rozgrywali spotkania z zespołami z dolnej części tabeli, zatem szansa na utrzymanie była wciąż spora. Zadanie to powierzono kolejnemu, trzeciemu już w sezonie trenerowi, Eugeniuszowi Różańskiemu, i szkoleniowiec ze Szczecina, wywiązał się z niego znakomicie. Najpierw stilonowcy wygrali „w meczu śmierci” z Arką 3:1, potem przywieźli „oczko” z Sosnowca, pokonali GKS Tychy 2:0, i na koniec zainkasowali punkt w pojedynku w Dzierżoniowie. Ostatecznie skończyło się na bezpiecznym, 10. miejscu w II-ligowej tabeli. Do nowych twarzy w klubie należeli w sezonie 1992/93: Artur Andruszczak (mistrz Europy do lat 16), Robert Kryński, Tomasz Suwary oraz Siergiej Raljuczenko, który miał na koncie ponad 100 występów w radzieckiej „Wyższej Lidze”, oraz 24 mecze w polskiej ekstraklasie w barwach mieleckiej Stali. W Gorzowie Ukrainiec borykał się z kontuzjami, stąd tylko w spotkaniu z najlepszą w lidze Wartą Poznań zademonstrował pełnię możliwości, strzelając obydwie bramki. Najwięcej, w całym sezonie, goli dla Stilonu zdobył Robert Cieślewicz – dziesięć.

Podstawową jedenastkę w tym sezonie tworzyli: Stróżyński (33 spotkania) – Bisaga (31), Dragon (33), Kowalczyk (33), Krysiński (33) – Jagodziński (22), Janczylik (32), Kowalewski (32), W. Osiecki (29) – Cieślewicz (33), M. Osiecki (32).

Do rozgrywek sezonu 1993/94 Stilon przystępował ponownie w znacznie zmienionym składzie. Z zespołu odeszli odgrywający czołowe role Cieślewicz i Dragon (ten ostatni po rozegraniu dwóch spotkań). Nowymi nabytkami byli z kolei pozyskani z Polic: Edward Cecot, Andrzej Kamiński, oraz Rosjanie Eduard Apalkow i Aleksiej Miasnikow. Nieźle spisywał się za to Stilon w rozgrywkach Pucharu Polski, pokonując kolejno Polonię Chodzież, Sokół Pniewy, a następnie po przerwanym w 87 min. (po dwukrotnym wtargnięciu na boisko kibiców gości) meczu, zespół WKS-u Śląsk Wrocław. Wydawało się, że po awansie do czołowej „szesnastki” Pucharu Polski, stilonowców stać będzie nawet na powtórzenie wyniku z 1992 r., jednak niespodziewanie w spotkaniu o wejście do ćwierćfinału gorzowianie ulegli w Pszowie Górnikowi 2:4.

1994

Wiosną, po przyjściu do Stilonu kilku byłych zawodników – Skrzyńskiego, Filasa, Dudźca, było już znacznie lepiej. W 17 meczach rundy rewanżowej gorzowianie zdobyli 21 punktów, wygrywając osiem spotkań, remisując pięć, i przegrywając zaledwie cztery. Dało to w ostatecznym rozrachunku wysokie, 6. miejsce w tabeli.

Był więc Stilon w sezonie 1993/94 solidnym II-ligowym „średniakiem”. Wreszcie gorzowianie nie tracili punktów ze słabszymi zespołami, a i z potentatami potrafili powalczyć. Zwraca uwagę między innymi dość duża liczba spotkań wygranych na wyjeździe – stilonowcy pokonali takie zespoły, jak: Polonia Bytom, Śląsk Wrocław, Ślęza Wrocław, Elana Toruń, Gwardia Koszalin i KP Wałbrzych. Podstawowa jedenastka Stilonu w sezonie 1993/94 wyglądała następująco: Stróżyński – Cecot, Kowalczyk, Kryński, Krysiński – Bisaga, Janczylik, Kowalewski, W. Osiecki – M. Osiecki, Suwary. We wszystkich meczach grał Wiesław Osiecki, który był także najskuteczniejszym strzelcem zespołu, zdobywając aż 10 bramek.

Przed sezonem 1994/95 nastąpiła zmiana szkoleniowca – Eugeniusza Różańskiego zastąpił na ławce trenerskiej Janusz Płaczek. Styl gry gorzowian pozostawiał jednak wiele do życzenia. Stilonowcy razili nieskutecznością (zaledwie 12 bramek w rundzie jesiennej), stąd też na półmetku rozgrywek postanowiono znów dokonać zmiany trenera.

1995

Nowym szkoleniowcem został legitymujący się 26-letnim stażem pracy Marian Geszke, znany głownie z pracy w Lechii Gdańsk. Wydawało się, że pod wodzą tak doświadczonego trenera, oraz z pozyskanymi: Zenonem Burzawą (powrót z AS Duchere Lyon), Wiesławem Latałą (Pogoń Szczecin), i Krystianem Weresem (Osadnik Myślibórz), Stilonowcy rozpoczną marsz w górę ligowej tabeli. Stało się jednak inaczej, Stilon zaliczył fatalny początek rundy wiosennej (porażki ze Śląskiem Wrocław i Lechią Gdańsk) Mimo tego, gorzowianie dość szczęśliwie „ciułali” punkty (głównie jednak na własnym stadionie), pokonując m. in. 1:0 Odrę Wodzisław, 2:1 Amicę Wronki, czy też remisując 2:2 z Wisłą Kraków. Dużym wydarzeniem była zwłaszcza wygrana z ekipą z Wronek, o której zadecydował gol zdobyty strzałem … z połowy boiska przez Zdzisława Dudźca. Drugoligowy byt uratowany został w 30. kolejce spotkań. Wówczas to w „meczu o pięć punktów” gorzowianie, prowadzeni już przez Stanisława Adamskiego, pokonali po dramatycznym meczu (w przerwie spotkania, przy stanie 0:1, nad stadionem przeszła potężna ulewa) Lechię Dzierżoniów 2:1. Ostatecznie Stilon zajął dopiero 13. lokatę w końcowej tabeli. Zawodnikami, którzy najczęściej występowali w podstawowej jedenastce, byli: Stróżyński – Kowalczyk, Krysiński, Filas, Kryński – Dudziec, Kowalewski, Drożdż, M. Osiecki – Burzawa, Weres. Najwięcej bramek (zaledwie po 5) zdobyli Burzawa i Suwary. Przed rozpoczęciem kolejnego sezonu w Stilonie nastąpiły znaczne przetasowania. Nowym trenerem został Bogusław Baniak, natomiast etatowy bramkarz – Stróżyński, a także Wiesław Osiecki i Tomasz Suwary odeszli do I-ligowego beniaminka z Wronek. Z powodu kontuzji zakończył karierę Bisaga, nie było już w zespole także Dudźca i Jagodzińskiego. W ich miejsce ściągnięto doświadczonych zawodników, w większości z I-ligowym stażem: Grzegorza Matlaka (z Pogoni Szczecin via Warta Poznań), Waldemara Sobkowiaka (byłego zawodnika Legii Warszawa i Olimpii Poznań), Roberta Stanka (byłego bramkarza Zagłębia Sosnowiec, Śląska Wrocław i Pogoni Szczecin) i Jarosława Sapińskiego (czołowego snajpera Bałtyku Gdynia). Mimo tych wzmocnień, zespół zanotował fatalny początek rozgrywek. Po porażkach: z Odrą Wodzisław 0:2, i Bałtykiem Gdynia 1:3, Stilon pokonał co prawda po zaciętym meczu chorzowski Ruch 3:1, ale w następnych kolejkach przyszły przykre porażki z Chemikiem, Chrobrym, Wartą i Zawiszą. Zespół z Gorzowa znalazł się na samym „dnie” ligowej tabeli, toteż szybko zwolniono trenera Baniaka, a jego miejsce na ławce zajął po raz kolejny … „strażak” Eugeniusz Różański. Pod wodzą nowego-starego szkoleniowca, „specjalisty” od ratowania Stilonu z opresji, gorzowianie „zaskoczyli”, gromiąc „na dzień dobry” bytomskie Szombierki 5:1. Potem bywało różnie, ale z czasem zwycięstw było coraz więcej. Stilon grał skutecznie i widowiskowo, gromiąc między innymi Miedź Legnica 5:0 i Zawiszę Bydgoszcz 4:1.

1996

Już na kilka kolejek przed końcem rozgrywek (po wygranych w Gdańsku z Polonią, oraz u siebie ze Ślęzą i Vartą) gorzowianie zapewnili sobie utrzymanie w lidze. Jednak cień na dobrą postawę zespołu w rundzie wiosennej, rzucił mecz w Zielonej Górze. „Potrzebująca” punktów Lechia wygrała ze Stilonem 3:2 (mimo prowadzenia gorzowian 2:0), co większość kibiców skwitowała określeniami w stylu „sprzedaż”, „przekręt”, „wałek”, gdyż bramki dla gospodarzy padły w odstępie 7 minut, po … identycznych trzech akcjach.

A oto statystyczny zapis tego spotkania z „aktorami” tego „widowiska”:
Lechia: Kitowicz – Gnatowicz, Gumienny, Winograd, Czeremurzyński (Skrzypczak) – Jutrzenka, Pochylski, Zych – Sawczuk (Trubiłowicz), M. Czerniawski, Michalski. Stilon: Skrzyński (Jacek Gireń) – Kowalczyk, Dragon, Filas – Kryński, Byczkowski, Drożdż (Paweł Przybylak), W. Osiecki (Andruszczak) – Weres, Burzawa, M. Osiecki. Bramki: 0:1 Burzawa – 0:2 Weres – 1:2 Sawczuk – 2:2 Sawczuk – 3:2 Skrzypczak.

Przed ostatnim w sezonie meczem – z bytomską Polonią – na murach okalających gorzowski stadion pojawiły się obraźliwe napisy, a zawodników gorzowskich „powitały” gwizdy, i „odpowiednie” transparenty. A oto niektóre – bardziej łagodne – określenia, jakie wisiały na transparentach przez całe 90 minut meczu na stadionie przy ul. Myśliborskiej: „mafia działa i olewa kibiców”; „sprzedane derby”; „piłkarzyki – sprzedawczyki”; „wierzyliśmy – sprzedaliście”; „ile wam dali?”; „kto kibiców w d… ma – oczywiście ZKS”; „byliśmy z wami, a teraz w d… was mamy”; „Gieniu się sprzedał”; „sprzedawcy do kasy marsz”; „straciliście zaufanie”; „czego uczycie młodzieży – sprzedawania”; „mordercy futbolu”.

Zawodnikami, którzy najczęściej wybiegali w podstawowym składzie Stilonu w sezonie 1995/96 byli: Skrzyński – Kryński, Dragon, Arkadiusz Kołodziejczyk, Kowalczyk – Filas, Borowy, Drożdż, M. Osiecki – Burzawa, Sapiński. Dwaj ostatni strzelili najwięcej bramek dla Stilonu – po 13; we wszystkich meczach grał Franciszek Filas.

Przed sezonem 1996/97 wiadomo było, że celem Stilonu będzie tylko walka o utrzymanie się w lidze. Zakłady patronackie coraz mniej wspierały gorzowską piłkę (najpierw „wyrzuciły” z ZKS sekcję piłkarską, która była przecież założycielem klubu, a w styczniu 1997 zaprzestały całkowicie finansowania sekcji), toteż z zespołu odeszli niemal wszyscy doświadczeni zawodnicy, w tym Sapiński, Drożdż, Kowalewski, Krysiński, a także Burzawa (po pierwszej kolejce) i Dragon (po drugiej). Ciężar walki spadł zatem na barki mało doświadczonej młodzieży – 21-latków: Pawła Byczkowskiego i Mariusza Osieckiego, 19-latków: Artura Andruszczaka, Tomasza Dolacińskiego, Macieja Malinowskiego, Pawła Przybylaka i Jacka Ziemeckiego, oraz 18-latka Arkadiusza Kołodziejczyka.

Po dziewięciu kolejkach młoda ekipa Stilonu miała na koncie zaledwie 4 „oczka”, i dopiero wtedy zanotowała, w spotkaniu z Lechią Zielona Góra, pierwsze zwycięstwo. Do końca rundy jesiennej jeszcze tylko raz gorzowianie zainkasowali 3 punkty, po wygranej w Bytomiu z Szombierkami. Wielkim wydarzeniem był mecz 1/16 finału Pucharu Polski, rozegrany 30 września 1996 r. Na Myśliborską zjechał wówczas uczestnik Ligi Mistrzów, „wielki” Widzew Łódź. Zgodnie z przewidywaniami goście zwyciężyli gładko 3:0. Drużyny wystąpiły w następujących składach: Stilon: Skrzyński – Kowalczyk, Filas, Byczkowski, Dolaciński (Ziemecki) – Kołodziejczyk, W. Osiecki, Borowy (Malinowski), M. Osiecki (Przybylak) – Weres, Andruszczak. Widzew: Szczęsny (Muchiński) – Wojtala, Bajor, Bogusz, Szymkowiak – Wyciszkiewicz, Michalski, Majak, Michalczuk (Miąszkiewicz) – Citko (M. Zając), Curtian.

1997

Po wspomnianym na początku meczu z KS Myszków zamknął się rozdział pod tytułem ZKS Stilon a rozpoczął GKP. Jeszcze na początku rundy wiosennej cień nadziei na utrzymanie. Znakomitą formę strzelecką prezentował Maciej Malinowski (6 bramek w 6 meczach). „Frajersko” stracone punkty w meczach w Gorzowie z Elaną Toruń (1:2), Polonią Bytom (3:3), a przede wszystkim z Naprzodem Rydułtowy (0:1 – niewykorzystany rzut karny i bramka stracona w ostatniej minucie) ostatecznie pognębiły zespół. Mecz w Myszkowie był ostatnim – do 2008 r. – spotkaniem gorzowskiego zespołu w II lidze. W sezonie 1996/97 podstawową jedenastkę Stilonu/GKP stanowili: Skrzyński – Byczkowski, Filas, Kryński, Borowy – Kowalczyk, M. Osiecki, W. Osiecki, Przybylak – Weres, Malinowski. Najskuteczniejszym strzelcem zespołu był Malinowski – 6 bramek. Na ławce trenerskiej zasiadali: Waldemar Stupiński i Kazimierz Lisiewicz (jesienią), oraz Jan Jucha (wiosną). Sezon 1997/98 stilonowcy rozpoczęli pod wodzą doświadczonego trenera Janusza Pekowskiego. Gorzowscy kibice byli przekonani, że III-ligowa „banicja” potrwa tylko jeden sezon. Niestety, życie pokazało, że styl gry obowiązujący w tej klasie rozgrywek zaskoczył piłkarzy Stilonu. Pierwszy mecz – w Świnoujściu – zakończył się porażką 0:2 z tamtejszą Flotą. Potem gorzowianie grali w kratkę. Potrafili wygrać na wyjeździe, by w następnej kolejce przegrać u siebie. Po 10. kolejce, gdy zespół miał w dorobku zaledwie 12 punktów, nowym trenerem został Zbigniew Stefaniak, i natychmiast przyszły wyniki.

1998

Z dwunastu kolejnych meczów Stilon wygrał siedem, a zremisował pięć. Niestety, później nastąpiły trzy porażki (w tym jedna walkowerem, który przyznano Stali-Telgom Szczecin za wtargnięcie kibiców Stilonu na murawę podczas meczu), i nawet udany finisz pod wodzą Janusza Płaczka (13 punktów w pięciu ostatnich meczach) nie zmienił zasadniczo sytuacji zespołu w tabeli. Ponieważ po sezonie następowała reorganizacja III ligi (zmniejszenie ilości grup z ośmiu do czterech), zespoły z miejsc 7.-18. czekała degradacja do IV ligi. Gorzowianie, mimo zajęcia 6. lokaty, także nie byli pewni swego bytu. Ostatecznie o utrzymaniu Stilonu zadecydował wygrany przez Stal-Telgom Szczecin barażowy dwumecz o wejście do II ligi z warszawską Gwardią. Barw Stilonu broniło w sezonie 1997/98 aż 27 zawodników. Nie było w tym gronie już Andruszczaka (przeszedł do GKS-u Katowice), Kołodziejczyka (kontuzja), Wiesława Osieckiego (zasilił Polonię Słubice), Skrzyńskiego (odszedł do Lechii-Polonii Gdańsk). Transfery wychowanków, obok pieniędzy otrzymanych ze sprzedaży boisk pod budowę stacji benzynowej i hipermarketu, były praktycznie jedynymi źródłami finansów gorzowskiego klubu. Natomiast wzmocnień szukano głównie wśród zawodników z tzw. „wolnymi kartami”. W ten sposób przy Myśliborskiej pojawili się znani z ekstraklasowych boisk Tomasz Unton, Mariusz Prokop i Krzysztof Apolinarski. Ponadto debiutowała spora grupa wychowanków, między innymi Robert Gaca, Maciej Truszczyński, Robert Wojsznis i Krzysztof Kuźmińczuk. Podstawową jedenastkę Stilonu w sezonie 1997/98 tworzyli: Gireń – Byczkowski, Dudziec, Filas, Kryński – Kowalczyk, Osiecki, Przybylak, Weres – Malinowski, Burzawa. We wszystkich 32 meczach zagrał Krystian Weres, a najwięcej bramek strzelił Burzawa – aż 24. Warto dodać także, że jedno ze spotkań (2:0 z Kotwicą Kołobrzeg) odbyło się, po raz pierwszy w historii klubu, przy pustych trybunach. Była to kara za zachowanie kibiców podczas wcześniejszego meczu ze Stalą-Telgom Szczecin. W kolejnym sezonie gorzowianie ponownie wystawili nerwy swoich kibiców na ciężką próbę. Po fatalnym początku rozgrywek (w 6 meczach 2 punkty, bilans bramkowy 1:10) trenera Janusza Płaczka zastąpił Tadeusz Babij. Gorzowianie wygrali kilka spotkań, końcówkę „jesieni” mieli jednak znów słabszą, spadając aż na 11. pozycję. W pewnym sensie usprawiedliwiała ich jednak odniesiona na jednym z treningów ciężka kontuzja Burzawy (nie zagrał on już do końca sezonu).

1999

W przerwie zimowej nastąpiła kolejna zmiana trenera – Babija zastąpił Krzysztof Woziński. Zespół jednak nadal grał słabiutko – z dziewięciu kolejnych spotkań wygrał tylko jedno, z Chemikiem Police. Prawdziwa „anemia” strzelecka (trzy bezbramkowe remisy pod rząd) spowodowała natychmiastowe sprowadzenie ze Strzelec Krajeńskich Krzysztofa Kilińskiego. I natychmiast przyszły dwa zwycięstwa – z Rawią Rawicz (2:1), oraz niezwykle cenne, bo odniesione na wyjeździe nad liderującą Wartą Poznań (3:2). Końcówka sezonu znów była bardzo nerwowa, jednak sezon zakończył się happy endem w postaci zwycięstwa nad Polonią Słubice 1:0. W zespole, który ostatecznie zajął 12 miejsce w III-ligowej tabeli, najczęściej występowali: Wojsznis – Byczkowski, Filas, Jarosław Staszak, Marek Wandelt – Dudziec, Kowalczyk, Kuźmińczuk, Paweł Mierzwiak – Zbigniew Murdza, Grzegorz Sajewicz. Najwięcej bramek zdobyli Burzawa i Sajewicz – po 5.

Sezon 1999/00 zawodnicy Stilonu rozpoczęli pod wodzą nowego-starego trenera, Stanisława Adamskiego. W zespole pojawiło się kilku nowych, młodych zawodników: Ireneusz Chrzanowski (z Miedzi Legnica), Marcin Abramowski (z MSP Szamotuły), Dariusz Michalski, Tomasz Pawłowski, Krzysztof Sudak. Celem było tradycyjnie zajęcie bezpiecznego miejsca w środku tabeli. Początek rozgrywek był niezbyt udany (11 punktów w dziesięciu pierwszych kolejkach), potem jednak coraz częściej stilonowcy wygrywali mecze, także z przeciwnikami z tak zwanej „górnej półki”.

Upadek

2000

Wiosną znów gorzowianie grali nierówno, lecz po zmianie trenera (na ławce usiadł Zenon Burzawa), w dziewięciu ostatnich spotkaniach zdobyli 13 punktów, pewnie prolongując III-ligowy byt na kolejny sezon. Podstawowa jedenastka, jaka najczęściej wybiegała na boisko w sezonie 1999/00 wyglądała następująco: Tomasz Jeż – Chrzanowski, Dudziec, Remigiusz Król, Sudak – Gaca, Kuźmińczuk, Mierzwiak, Osiecki – Weres, Abramowski. Kondycją imponował doświadczony, kończący wiosną 42 lata Zdzisław Dudziec (grał we wszystkich spotkaniach), a formą strzelecką Marcin Abramowski – zdobywca 7 bramek. Stilon zdobył ponadto Puchar Polski Okręgowego ZPN Gorzów, pokonując w finale Polonię Słubice 7:0. Dało to awans do rozgrywek centralnych sezonu 2000/01, gdzie gorzowianie ulegli jednak naszpikowanej I-ligowcami Amice II Wronki 2:4.

2001

Rundę wiosenną stilonowcy rozgrywali już ze świadomością, że to ostatnia runda gorzowskiego klubu w III lidze. Pustki w kasie powodowały kolejne ubytki kadrowe (zimą odeszli m. in. Byczkowski, Weres, Gireń), klubu nie było stać już nie tylko na zgrupowania, ale nawet na posiłki dla zawodników i wyjazdy na mecze. Ze względu na brak jakichkolwiek perspektyw na uzyskanie środków finansowych na występy w kolejnym sezonie, 19 czerwca 2001 zarząd klubu podjął decyzję o wycofaniu się z rozgrywek III ligi sezonu 2001/02. Zawodnikami, którzy w sezonie 2000/01 najczęściej grali w podstawowej jedenastce byli: Jeż – Dudziec, Gaca, Król, Michalski – Marek Andrzejkowicz, Borowy, Kuźmińczuk, Osiecki – Malinowski, Ziemecki. Jedynym zawodnikiem, który grał we wszystkich 38 meczach był Malinowski. Został on również, dzięki 22 zdobytym bramkom, królem strzelców „śląskiej” grupy III ligi.

Odrodzenie pierwsze 2002-2011

Sezon 2001/2002 był czarną kartą gorzowskiego piłkarstwa i kuriozum na skalę ogólnopolską. Gorzów, 130-tysięczne miasto wojewódzkie pozostało bez żadnej (sic!) drużyny w żadnych (sic!) rozgrywkach. Stadion, który jeszcze w 2001 roku gościł choćby świetną wtedy drużynę Szczakowianki Jaworzno (pewnie zmierzającą rok po roku z IV ligi do ekstraklasy), nagle zamarł. Ten stan rzeczy nie mógł utrzymać się długo. Po roku klub zgłoszono do V ligi. Reaktywowany zespół pod wodzą Leszka Janowiaka (po rundzie jesiennej zastąpił go Włodzimierz Stronczyński) nie miał wielkich szans na nawiązanie walki z czołówką, co pokazał już pierwszy przegrany 0:3 mecz z Błękitnymi Lubno. Zespół był sklecony z piłkarzy z okolicznych klubów i młodych wychowanków. W składzie byli m.in. obecny prezes Stilonu Mariusz Stanisławski a także wieloletni dyrektor, a obecnie wiceprezes Stali Gorzów Ireneusz M. Zmora (strzelił nawet bramkę w meczu z Koroną Borek). Kolejny sezon w okręgówce był już koncertem GKP Stilonu. Trenowani przez Zenona Burzawę Niebiesko-Biali gromili kolejnych rywali. Rekordowe wygrane to dwukrotne 9:0 z Pogonią Krzeszyce (6 bramek Mariusza Hołuba) i Zjednoczonymi Przytoczna (popis Piotra Jonasza z 5 golami). Stilon – już pewny awansu – zanotował jedynie porażkę w Santoku z Kasztelanią 0:1 i mógł się szykować do IV-ligowych rozgrywek. Tam już m.in. z obecnym grającym II trenerem Pawłem Cierachem, powracającym do klubu Jackiem Gireniem a także dobrze zapowiadającymi się Damianem Szałasem i Łukaszem Maliszewskim, podopieczni Zenona Burzawy nieoczekiwanie znów walczyli o awans, tym razem do III ligi. Pod koniec rundy jesiennej pokonali oni głównego rywala Pogoń Świebodzin 1:0 po golu Dawida Krzyżaka i wydawało się, że powrót do III ligi jest na wyciągnięcie ręki. Niestety straty punktów wiosną z przeciętnymi Odrą Bytom Odrzański i Tęczą Krosno Odrzańskie oraz z późniejszym spadkowiczem Pogonią Skwierzyna mocno utrudniły to zadanie. Gorzowianie w przedostatniej kolejce mieli jeszcze cień szansy na awans w bezpośrednim starciu w Świebodzinie, ale porażka 1:3 ostatecznie kazała odłożyć marzenia o powrocie do III ligi o kolejny rok. We wspomnianym następnym sezonie w zespole zaszło kilka zmian, w tym jedna dość nie oczekiwania – ku niezadowoleniu kibiców legendę klubu Burzawę zastąpił były bramkarz Stilonu, Andrzej Rejman. GKP Stilon, mający już otwarcie postawiony cel awansu, rozpoczął sezon co prawda od 3 remisów, ale późniejsza seria zwycięstw została przerwana tylko nieoczekiwaną porażką z Błękitnymi Fadom Nowogród Bobrzański 0:1 (pomimo miażdżącej przewagi podopiecznych trenera Rejmana). Wywindowała ona na dobre GKP na 1. miejsce w tabeli. Świętowanie awansu miało przypaść na mecz 30. kolejki z Lubuszaninem Drezdenko, ale porażka 0:1 odłożyła to święto na mecz w Toporowie. Ostatecznie jednak fani Stilonu powrót do III ligi świętowali…w domach, gdyż dzień przed meczem w Toporowie punkty stracili Czarni Witnica. Pewny już awans podopieczni Andrzeja Rejmana uczcili dwoma pogromami, najpierw 6:1 w Toporowie, a później przed gorzowską publicznością już 7:1 z Celulozą Kostrzyn. Zupełnie rozprężony zespół przegrał jeszcze 3:4 w Nowogrodzie Bobrzańskim, ale to niczego nie zmieniało. Awans wywalczyła, jak to się popularnie mówi, mieszanka rutyny z młodością. Był w bramce Tomasz Jeż, ale mocno mu deptał po piętach młody Szymon Mielniczek. Grali też znani z dawnych lat Dariusz Borowy i Maciej Malinowski. Byli bracia Kuźmińczukowie, wspomniani wcześniej Maliszewski i Szałas, a także choćby Marcin Całko, mający na koncie jeden mecz w ekstraklasie w barwach Pogoni Szczecin i to mecz historyczny, bo przegrany przez Pogoń w Zabrzu 0:9.

III liga zapowiadała się bardzo ciekawie choćby z tego względu, że miał w niej zagrać zespół GKS Katowice, wracający po bankructwie z IV-ligowej banicji. Także GKS Jastrzębie, Raków Częstochowa, Chrobry Głogów czy Lechia Zielona Góra to były firmy, dzięki którym łatwiej było przyciągać coraz liczniejszych kibiców na stadion. Na pierwszy mecz z Rozwojem przybyło ich 1,5 tysiąca i od tej pory poniżej tego poziomu frekwencja raczej nie schodziła. GKP pod wodzą już Marka Czerniawskiego (później zastąpił go Mariusz Kuras) przystąpił do tych rozgrywek we wzmocnionym składzie. Powrócił m.in. utalentowany i trochę ekscentryczny bramkarz Dawid Dłoniak, przyszedł z Pogoni Świebodzin ograny w ekstraklasie Adam Więckowski (13 występów w Pogoni Szczecin) oraz kilku innych solidnych zawodników. Gorzowianie, pomimo że odstawali od ścisłej czołówki, napsuli sporo krwi faworytom rozgrywek. Zremisowali w Jastrzębiu 1:1 tracąc bramkę w 90. minucie gry, a kilka kolejek później pokonali w Katowicach słynną „Gieksę” 2:1. Niestety jednak sporo remisów sprawiło, że gorzowski zespół trzymał się wciąż środka tabeli. Wiosną już pod wodzą Mariusza Kurasa, który przejął zespół w trakcie rundy, Niebiesko-Biali odwdzięczyli się szczególnie tym kibicom, którzy pierwszy raz od wielu lat tak mocno zapełnili stadion przy ul. Olimpijskiej. Przy ponad 5-tysięcznej widowni po bramce Macieja Malinowskiego nasz zespół znów odprawił GKS Katowice z kwitkiem. To było prawdziwie święto gorzowskiej piłki dające nadzieje na jeszcze lepsze czasy wkrótce. 9. miejsce na koniec sezonu sprawiło, że zespół znów został wzmocniony. Powrócił m.in. z Kujawiaka Włocławek wychowanek Stilonu Robert Gaca, mający za sobą też nieudaną przygodę we Wronkach. Nie przebił się on jednak do pierwszego zespołu Amiki, choć udało mu się usiąść na ławce w meczu Pucharu UEFA z Malagą, dzięki pladze kontuzji we Wronkach. Doszedł także syn nieżyjącego już byłego trenera Stilonu Edwarda Kassiana, Kamil. Przybył też doświadczony Marcin Morawski, który w barwach Widzewa zdobywał doświadczenie na boiskach ekstraklasy. Doszedł też kolejny wychowanek, będący również dziś w składzie Robert Kozioła. Na ławce trenerskiej Grzegorz Kowalski zastąpił Mariusza Kurasa, który nie porozumiał się z klubem. Na Kowalskiego, prowadzącego wcześniej Lechię Zielona Góra, patrzono nieufnie. Szkoleniowiec pochodzący z Wrocławia nie potrafił też kilka lat wcześniej podnieść z III-ligowego dna Śląska Wrocław, z którego wyleciał po kompromitującej porażce u siebie z TOR Dobrzeń Wielki. Jednak GKP Stilon trzymał się dzielnie głównego faworyta rozgrywek, Częstochowskiego Rakowa (w rundzie jesiennej remis 1:1). Mecz wiosenny miał dać odpowiedź czy to już teraz, czy GKP jest w stanie awansować na zaplecze ekstraklasy. Odpowiedź wydawała się negatywna. Gorzowianie na stadionie przy ul. Limanowskiego przegrali 0:2 i wydawało się, że awans oddala się bezpowrotnie. Jednak Raków po drodze gubił punkty, a podopieczni Grzegorza Kowalskiego zaliczyli tylko 3 remisy i w wypadku wygranej w przedostatniej kolejce z Chrobrym Głogów i straty punktu grającego w tym samym czasie Rakowa z Miedzią Legnica bylibyśmy w I lidze. Wypełniony gorzowski stadion mocno dopingował Stilonowców i oczekiwał na wieści z Częstochowy. I kiedy spiker podał informację że Miedź prowadzi 1:0 po golu późniejszego Stilonowca Michała-Ilków Gołąba, na trybunach zapanowała niesamowita euforia. Oznaczało to bowiem, że nawet remis daje nam awans. Niestety, Raków odrobił straty i wyszedł na prowadzenie, a gorzowski zespół pomimo ogromnej przewagi i strzelenia dwóch bramek (nie uznanych przez arbitra), zremisował 0:0 i zniwelował swoje szanse. Żeby awansować, Stilonowcy musieli wygrać bez względu na wynik w Nowej Soli lub co najmniej zremisować w Katowicach z Rozwojem i liczyć na remis Rakowa ze zdegradowaną już Arką Nowa Sól. Porażka Rakowa (która wydawała się zupełnie nieprawdopodobna) dawała nam awans bez względu na wynik meczu w Katowicach. 60 kibiców Stilonu w Katowicach i zapewne tysiące przed radioodbiornikami przeżyło jednak niezapomniane popołudnie. Zaczęło się co prawda dramatycznie, bo to Rozwój objął w 52. minucie prowadzenie, a Raków – zgodnie z oczekiwaniami – prowadził 2:1 w Nowej Soli. Cztery minuty później gorzowianie wyrównali z karnego po golu Macieja Malinowskiego, ale awans wydawał się wciąż nierealny. Ostatnie kilkanaście minut to już dramaturgia na najwyższym poziomie: najpierw z Nowej Soli przyszła sensacyjna informacja – Arka wyrównała! Niestety, za chwilę w naszym polu karnym padł jeden z napastników Rozwoju i gospodarze mieli jedenastkę. Gdyby Marcin Polarz ją wykorzystał, Raków przy remisie byłby w I lidze. Jednak piłkarz Rozwoju strzelił w słupek. Za chwilę jednak okazało się że nawet gdyby trafił, nie przeszkodziłoby to nam w awansie, gdyż Nowosolanie już zupełnie sensacyjnie objęli prowadzenie 3:2! Ostatnie sekundy to nerwowe spoglądanie na boisko gdzie i GKP i Rozwój mieli swoje szanse. Do tego oczywiście nasłuchiwanie meczu w Katowicach! Wreszcie koniec, euforia, radość, I liga dla Gorzowa!

Stilon do I ligi przystąpił mocno zmieniony, choć (na krótki czas) wciąż pod wodzą Grzegorza Kowalskiego. Transferów było sporo, a najbardziej medialnym było przyjście 13-krotnego reprezentanta Polski, piłkarza mającego za sobą grę m.in. w Lechu Poznań, Legii Warszawa, Polonii Warszawa i Wiśle Kraków, Pawła Kaczorowskiego. Po fatalnym początku i porażce z innym beniaminkiem, Flotą Świnoujście 0:1 (przy niemal 7-tysięcznej widowni) i zwieńczonym porażką 0:3 w Łodzi (co i tak chyba było najniższym wymiarem kary z przebiegu gry), Grzegorza Kowalskiego zastąpił Czesław Jakołcewicz. Były wieloletni obrońca Lecha i reprezentant Polski wywindował GKP Stilon, kończąc rundę zremisowanym w dramatycznych okolicznościach meczem z głównym faworytem do awansu Zagłębiem Lubin 2:2. Jednak w przerwie zimowej nieoczekiwanie zwolniono Jakołcewicza, zastępując go wracającym po wielu latach Mieczysławem Broniszewskim. Broniszewski już wtedy odcinał kupony od swojej trenerskiej kariery (a po odejściu ze Stilonu był choćby asystentem selekcjonera reprezentacji Polski Henryka Apostela, zresztą sam miał selekcjonerskie ambicje) i jego posunięcia kadrowe od początku budziły kontrowersje. Pojawili się przede wszystkim pierwsi w historii Stilonu piłkarze z Afryki. Gwiazdą miał być były piłkarz Wisły Kraków Sunday Ibrahim, ale okazał się, jak i kilku innych piłkarzy (m.in. utalentowany, ale dość kontrowersyjny bramkarz Radosław Jankukiewicz) kompletnym niewypałem. Klub zdobył pod wodzą Broniszewskiego 4 punkty ! w tym 3 walkowerem za wycofaną Kmitę Zabierzów. Jak się później okazało był to początek kłopotów klubu. Pod presją kibiców Mieczysław Broniszewski został zwolniony z klubu, a GKP już pod wodzą Adama Topolskiego utrzymał się w lidze po barażach z Gawinem/Ślęza Wrocław, a godnym zapamiętania był zremisowany przy wypełnionym stadionie mecz z Widzewem Łódź 1:1 (jeszcze pod wodzą Broniszewskiego). Jednak jeden z piłkarzy sprowadzonych okazał się dużym wzmocnieniem i późniejszym zarobkiem dla klubu. Mouhamadou Traore, bo o nim mowa, przyszedł z Glinika Gorlice i jeszcze pod koniec sezonu 2008/2009 „odpalił”, strzeliwszy 10 bramek (9 pod wodzą Topolskiego). Wysoką skuteczność miał także Emil Drozdowicz, który przed sezonem przyszedł z Lechii Zielona Góra. Jednak to jedną z bramek w następnym sezonie w wykonaniu Traore kibice zapamiętali szczególnie, o czym za chwilę.

Gorzowianie pod wodzą Topolskiego przystąpili znów w dość zmienionym składzie. Szczególnie warty odnotowania był powrót Artura Andruszczaka. Przybył także wspomniany wcześniej Gołąb, znany z występów w Lechu Poznań syn trenera David Topolski oraz kilku innych piłkarzy. Sezon zapowiadał się ciekawie, gdyż pierwszy raz od ponad 30 lat z ekstraklasy spadł Górnik Zabrze a na jej zaplecze powróciła traktowana szczególnie w Gorzowie Pogoń Szczecin. Właśnie z tymi dwoma klubami mieliśmy się mierzyć w dwóch pierwszych spotkaniach u siebie. Obie te drużyny odprawiliśmy po 1:0 a szczególną euforię ze zrozumiałych względów wywołała wygrana z Pogonią. W tym meczu Traore zdobył „złotego” i bramka ta była w pewnym sensie prezentem na pożegnanie dla kibiców, ponieważ chwilę później piłkarz przeszedł do Zagłębia Lubin. Kibice Stilonu przeżyli także magiczny tydzień we wrześniu. W centralnych rozgrywkach Pucharu Polski po odprawieniu MKS Kluczbork wiadomo było, że trafimy na zespół z ekstraklasy. Jako że nasze szanse nie były wielkie, wielu marzyło o zespole ze ścisłej czołówki i te marzenia się spełniły! Do Gorzowa miała zawitać warszawska Legia, 3 dni po ligowym meczu z Widzewem. Zespół Adama Topolskiego, choć skazywany na pożarcie, walczył bardzo dzielnie. W transmitowanym przez stację Orange Sport meczu dość szybko przegrywaliśmy po golu Sebastiana Szałachowskiego ale później staraliśmy się przejąć inicjatywę i w 2 połowie było naprawdę blisko szczęścia. Rodowity warszawiak (wychowanek Gwardii), Sebastian Janusiński minął bramkarza reprezentacji Słowacji Jana Muchę i kiedy 5-tysięczna widownia już widziała piłkę w siatce to z linii bramkowej wybił ją hiszpański obrońca Inaki Astiz. Stilon przegrał 0:2, ale wstydu nie przyniósł. Ostatecznie Niebiesko-Biali zakończyli sezon na 9. miejscu i analogia z pierwszym sezonem w III lidze napawała kibiców wręcz marzeniami o zaatakowaniu ekstraklasy. Niestety, te marzenia trzeba było brutalnie zweryfikować. Do zespołu jeszcze wiosną wrócił po nieudanej przygodzie Emil Drozdowicz. Jesienią także doszło kilku młodszych piłkarzy m.in. pochodzący z Różanek, ale mający za sobą już debiut w Polonii Warszawa (i to w meczu Ligi Europy z Holenderskim NAC Breda), Daniel Ciach. Kilku jednak odeszło, m.in. ku niezadowoleniu kibiców kapitan zespołu Maciej Truszczyński i ulubieniec kibiców, bramkarz Dawid Dłoniak, mocno pokłócony z prezesem Sylwestrem Komisarkiem. Zaczęto coraz głośniej mówić o kłopotach finansowych. Zmienił się także trener – Adama Topolskiego zastąpił były trener Lecha Poznań i asystent Antoniego Piechniczka w reprezentacji Polski (w jednym meczu także pełniący funkcje selekcjonera, kiedy to Biało-Czerwoni pokonali w eliminacjach MŚ Gruzję 4:1), w przeszłości także świetny obrońca Krzysztof Pawlak.

GKP Stilon zaczął co prawda sezon od 2 wygranych z Sandecją Nowy Sącz i Ruchem Radzionków, ale później przyszły gorsze występy i ostatecznie zakończyliśmy rundę jesienną tuż nad strefą spadkową. Zimą wydawało się, że wiosną na obronienie tej pozycji nie będziemy mieli szans i dojdzie do wycofania z rozgrywek, jednak ostatecznie w dramatycznych okolicznościach udało się przystąpić do ligi. Już bez prezesa i zarządu, z kibicami zbierającymi do puszki pieniądze dla piłkarzy w osłabionym składzie. Gorzowianie walczyli dzielnie, urywali punkty choćby Odrze Wodzisław czy GKS Katowice i wydawało się, że choć upadek był już niemal nieuchronny, to chociaż uda się ten sezon dokończyć, a kibice liczyli głównie na mecz z Pogonią w Gorzowie oraz wyjazd do Warty Poznań i możliwość dopingowania Niebiesko-Białych na przepięknym stadionie miejskim przy ul. Bułgarskiej. Niestety, 30 kwietnia 2011 roku po niezasłużonej z przebiegu gry porażce z KSZO Ostrowiec 1:2 (gol Daniela Ciacha), zakończył się rozdział pod tytułem :”Gorzowski Klub Piłkarski”. Zespół ostatecznie wycofał się z rozgrywek, a piłkarze rozjechali się po kraju.

Odrodzenie drugie (i oby ostatnie!) 2011-

Dziś nowy Stilon przystępuje do rozgrywek Lubuskiej IV ligi. Już sam początek wzbudził wiele emocji. Negatywna decyzja Lubuskiego ZPN zmusiła nowych działaczy Stilonu do porozumienia z KS Nowiny Wielkie, które nie były w stanie podołać IV-ligowym wymaganiom. Tego typu działania nie zawsze są aprobowane przez kibiców, ale mając w perspektywie ewentualną grę w B-klasie było jasne, że to jedyne wyjście na prawdziwie odrodzenie gorzowskiej piłki. Prezes KS Stilon Mariusz Stanisławski grał w odradzającym się pierwszy raz Stilonie. Wiceprezes Jacek Ziemecki pamięta jako piłkarz pierwszy upadek GKP. Najbardziej doświadczeni piłkarze naszego zespołu doświadczyli różnych etapów rozwoju klubu – Sebastian Żłobiński walkę o awans do ekstraklasy na początku lat 90, Mariusz Hołub awans do IV ligi, a wraz z Pawłem Cierachem do III, Adam Więckowski i Robert Kozioła powrót na zaplecze ekstraklasy. Oby te różne doświadczenia związane z historią naszej piłki pomogły naszym zawodnikom i działaczom znaleźć nową drogę do zapisania kolejnych chlubnych kart w już 64-letniej Niebiesko-Białej historii!