• Dołącz do nas
  • Reklama

IV liga lubuska: ZKS Stilon Gorzów – Piast Iłowa 0:1 (0:0) [relacja]

W sobotę Stilon będąc faworytem spotkania przegrał mecz z przeciętną drużyną Piasta Iłowa 0:1. To pokazuje, w którym miejscu jesteśmy i jeśli szybko nie znajdziemy odbicia to zapowiadana świetlana przyszłość w tym sezonie będzie dla nas smutną teraźniejszością i zamiast walczyć o prymat pozostanie ligowa szarzyzna na piątym poziomie rozgrywkowym. Przegrała swój mecz także Carina Gubin, która wydawała dla Stilonu głównym przeciwnikiem walki o awans. W tabeli przewodzą Czarni Żagań, ale najlepszy punkt wyjścia mają piłkarze Ilanki, którzy odprawili z kwitkiem dwie – na papierze – najlepsze ekipy w województwie. Robi się bardzo ciekawie.

Jak powiedział mi po meczu jeden z partnerów naszego klubu to „wszystkie kluczowe decyzje należy podejmować po upływie 24 godzin” i pewnej reakcji powinniśmy oczekiwać w nadchodzącym tygodniu. Zanim jednak doszło do takiego smutnego podsumowania meczu rozegraliśmy przeciętne spotkanie, w którym nasza przewaga nawet przez chwilę nie podlegała dyskusji, a jednak przegraliśmy. Rażąca nieskuteczność i brak pomysłu na celną finalizację pokazuje, że problem jest znany, ale wciąż nierozwiązany.

Pierwsza odsłona to zagadka dlaczego to nie wpada?

Mecz zaczęliśmy z animuszem od razu spychając Piasta do zastosowania typowej gry defensywnej czyli ustawienia się za podwójną gardą. Tym razem jednak stilonowcy stosowali odmienną taktykę gdyż rozgrywali piłkę długo po czym przebijali się schematycznie skrzydłami po czym dośrodkowanie najczęściej lądowało na głowach…obrońców Iłowian. To było typowe „walenie głową w mur”, bo w najlepszej sytuacji dla gorzowian w tej części spotkania czyli sytuacji „sam na sam” głową uderzył Wojciech Kurlapski prosto w bramkarza. Mogliśmy usłyszeć na stadionie jęk zawodu, którego dawno nie było, a to z powodu powrotu na koronę kibiców. Była jeszcze poprzeczka, która uratowała Piasta, ale będąc sprawiedliwym muszę oddać, że w kapitalnej dyspozycji był dziś bramkarz gości Norbert Puchalski. Grał ambitnie, nie celebrował wybijania w nieskończoność, a przy tym zachęcał swoich kolegów do aktywnej gry. Jego alter ego po drugiej stronie boiska był debiutujący w Stilonie w tym sezonie ligowym Piotr Bukowski. To właściwa strategia naszego sztabu gdy na tak newralgicznej pozycji będziemy mieli dwóch równorzędnych bramkarzy i każdy z nich (drugim jest Gabriel Łodej) może być pewnym zaufania jakim darzy go trener. Dziś zdecydowanie słabiej zagrała nasza defensywa. Brakowało tej ofensywnej zaczepności, którą mogliśmy podziwiać choćby w meczu pucharowym z Wartą. Nasi środkowi obrońcy zagrali poprawnie, ale bez błysku, a drugą żółtą kartkę w tym sezonie zarobił Piotr Majerczyk. Do tego w drugiej odsłonie osłabił swój zespół Filip Łaźniowski, który kompletnie pogubił się otrzymując drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartkę.

Brak skutecznej finalizacji, a to jest zawsze frustrujące

Na przerwę schodziliśmy z nadzieją, że po przerwie przyjdzie przełamanie. Od początku trener Kamil Michniewicz wzmocnił środkową linię wysyłając perspektywicznego, ale już ogranego Gracjana Kunowskiego. Zmienił on Jakuba Kaniewskiego, który – niestety dla niego – nie może znaleźć właściwego rytmu, bo już mecz z Ilanką był ostrzeżeniem, że ten zawodnik powinien mieć więcej czasu na zgranie. Wydawać się może, że dla tego osiemnastolatka presja jest zbyt wielka, bo wczorajszy mecz w jego wykonaniu nie zachwycił. Po rozpoczęciu ruszyliśmy jakby słowa trenera z szatni podziałały mobilizująco. Zepchnięcie przeciwnika do defensywy doprowadziło do kilku koronkowych akcji, ale znów w środku nie radziliśmy sobie, a zdarzało się nawet, że zawodnicy dublowali swoje pozycje nie mogąc znaleźć płynności w grze. W 55 minucie zejście za karę Łaźniowskiego spowodowało „wyrwę” po lewej stronie i tu goście zaczęli szukać swojej szansy. Od tego momentu gra przyspieszyła, ale także zaczęła być coraz bardziej brutalna co znalazło odzwierciedlenie w notatniku poprawnie dziś orzekającego sędziego z Nowego Tomyśla. Na 15 minut przed końcem Michniewicz zdecydował się na zmianę w ataku. Uczącego się dopiero swojej nowej roli Sebastiana Surmaja zmienił Patryk Borawski. Trzeba podkreślić, że ten młodzieżowiec wniósł sporo energii i zamieszania pod bramką Puchalskiego do tego stopnia, że zaczęliśmy oddawać więcej strzałów z półdystansu. Jeden z nich lądował nawet na poprzeczce. Znanemu tylko sobie sposobowi w tej części gry Iłowa nie straciła bramki. To był najładniejszy, a jednocześnie najtragiczniejszy okres meczu dla gorzowian. W 83 minucie lewą – tą łataną z przymusu – stroną urwał się Michał Fernezy i mocnym strzałem tuż przy ziemi pokonał Bukowskiego.

Bogactwo pomocników i wielki deficyt z przodu

Strata bramki na 7 minut przed końcem zupełnie złamała naszych. Ruszyli do odrabiania strat, ale z małym przekonaniem o sukcesie tych zabiegów. Sytuację tym bardziej skomplikował fakt, że Piast zupełnie zamurował bramkę pozostawiając z przodu (przy linii środkowej) silnego i mocno stojącego na nogach Nigeryjczyka Ajadi Kamoli Abiolę. Jego pilnował Majerczyk, który z racji posiadania już na swoim koncie upomnienia nie mógł ryzykować dodatkowej kary. Na pięć minut przed końcem stilonowcy próbowali ratować twarz podwójną zmianą, która niestety okazała się zbyt późna. Na boisku zameldował się Paweł Świerczyński i Krystian Koszuta, którzy nie zmienili wyniku spotkania.

Stilon Gorzów Prosupport przegrał swój drugi mecz w sezonie i pierwszy u siebie. Z bilansem spotkań 0-0-2 i bramkowym 1:3 zajmujemy 16 miejsce w ligowej tabeli. Nie pamiętam tak słabego startu na tym poziomie rozgrywek, ale stara prawda mówi, że prawdziwych mężczyzn poznaje się po tym jak kończą, a nie jak zaczynają. W tym duchu to także starał się podkreślać po meczu wiceprezes klubu tonując nieco – i tak nienajlepsze – nastroje.

Już za tydzień…

Za tydzień jedziemy do Ośna Lubuskiego na mecz ze Spójnią. Ta jeszcze nie wygrała meczu, ale jest nad nami po remisie z Koroną Kożuchów. To dopiero początek i tak jak wszyscy mamy nadzieję, że zdobywanie punktów zacznie się już od najbliższej soboty. Początek meczu za tydzień o 17. Warty odnotowania jest fakt, że na trybuny znów zaczynają przychodzić kibice chcący oglądać dobre występy klubu z tak bogatą i chlubną historią. Nawiązanie do niej wciąż jest możliwe i dalej realne. Trzeba natomiast jasno, precyzyjnie i konsekwentnie realizować założenia, które nie są tajemnicą. 

IV liga lubuska: ZKS Stilon Gorzów Prosupport – Piast Iłowa 0:1 (0:0)

Skład Stilonu: Bukowski – Nidecki, Majerczyk, Ograbek, Taranenko, Kurlapski, Maliszewski, Kaniewski, Wiśniewski, Łaźniowski, Surmaj, rez: Łodej, Świerczyński, Snowyda, Trybuś, Koszuta, Borawski, Kunowski

trener: Kamil Michniewicz

Skład Piasta: Puchalski, – Chernyshenko, Góral, Żebrowski, Ekser, Dąbrowski, Brzezicki, Fernezy, Abiola, Wdowiak, Paszek, rez: Leńczuk, Pankowski, Klisowski, Mielniczek

trener: Grzegorz Borkowski

Inne wpisy

AktualnościKlubZapowiedziZespoły
AktualnościKlubMeczeRelacje z meczówZespoły

Zostaw komentarz