• Dołącz do nas
  • Reklama
20200725 Ilanka ze Stilonem

IV Liga lubuska: MKS Ilanka Rzepin – ZKS Stilon Gorzów Prosupport 2:1 (2:0) [relacja]

Do Rzepina jechaliśmy dokładnie tak samo jak za każdym razem: z nadziejami i wiarą, że przełamanie nadejdzie. Wracamy z taką samą miną i podobnymi nastrojami. Przegrana na inaugurację ligi nie jest tragedią, ale przy okazji tego meczu widać jak na dłoni, że niebiesko-biali mają ogromny problem. Brak rasowego napastnika. Dzisiejsza przegrana była zimnym prysznicem, bo za tydzień na boisko wybiegnie inna – mentalnie – drużyna.

Gdy wjeżdżaliśmy na stadion przywitał nas zraszacz, którym podlewano boczną murawę. Niektórzy z nas żartowali, że oto „zimny prysznic” przed meczem jest lepszy niż po jego zakończeniu. Były oba.

Dwie drużyny grają, ale tylko jedna strzela celnie

Zaczęliśmy podobnie jak w środę. Mocno i z animuszem, ale Ilanka nie zamierzała przed nami położyć się, a tym bardziej klęknąć. Pierwszy kwadrans gry przebiegał ze zmiennym szczęściem, bo rzepinianie mądrze grali w destrukcji, a u nas z przodu Wojciech Kurlapski nie odgrywał takiej ważnej roli jak w meczu pucharowym. Trochę schowany i jakby nieobecny choć wziął na siebie przyjmowanie piłek przed polem karnym nie było komu ich odegrać. Po drugiej stronie co chwilę na naszą bramkę próbował szarżować silny i grający tyłem do bramki Kosei Iwao, który zainicjował akcję dogrywając do wychodzącego Michała Stefanowicza. To on ruszył lewą stroną na Gabriela Łodeja i po minięciu obrońców oddał strzał instynktownie obroniony przez naszego goalkeepera. Niestety piłka odbiła się od rąk i wyszła w pole. Tam nadbiegł niepilnowany Michał Kasik, który z bliskiej odległości wpakował futbolówkę do siatki. 

Stilon po stracie bramki ruszył do bardziej zdecydowanych ataków. Ilanka z uwagi na braki „stilonowców” w składzie (obrońcy: Tymoteusz Bonczek, Maciej Kościółek i pomocnik Dawid Iwanicki) musiała zmienić ustawienie tak, że w tym okresie gry grali sześcioma defensorami ustawionymi w linii na 16-18 metrze. Tak szczelnie postawiony mur mógł sforsować jedynie szybki napastnik, a tego w Stilonie nie było. Zbyt głęboko cofał się po piłkę Myrosław Taranenko i to powodowało, że środek pola był niebieski, ale z przodu brakowało wykończenia. Uparcie forsowana gra środkiem i gra na jeden kontakt była chwilami orzekająca, ale zdobyczy bramkowej nie przyniosła.

Ilanka pod koniec pierwszej połowy – gdy spiker do znudzenia powtarzał informacje o tym ile czasu zostało do gwizdka sędziego – poczuła, że gorzowianie powoli, ale konsekwentnie tracili rezon. Środkiem ruszyła kontra i gdy nasi w zamieszaniu na przedpolu powalili napastnika Ilanki sędzia odgwizdał przewinienie. Do piłki ustawionej na 18 metrze podszedł dobrze dziś dysponowany Andrzej Pawłowski. Nie zwykł marnować takich okazji tym bardziej, że wielokrotnie udowadniał, że potrafi takie okazje zamieniać na bramki. Mur złożony z czterech graczy ustawił Łodej, a sam stanął przy drugim słupku. Na nasze nieszczęście piłka uderzona została na tyle precyzyjnie, a przy tym uderzenie było silne, że nasz bramkarz zupełnie zaskoczony nie był w stanie nic zrobić. Ilanka schodził na przerwę z zaliczką dwóch trafień.

Po zmianie stron Stilon trafia raz i dodajmy, że pięknie

Po przerwie wiedzieliśmy, że jeśli Stilon liczy na coś więcej w tym meczu to musi odkryć się i zaatakować jeszcze odważniej. Na ławkę powędrował Piotr Majerczyk, a do środka trener stilonowców wysłał Łukasza Maliszewskiego. Od tej chwili zaczynamy grać trójką obrońców. To co sprawdza się gdy drużyny rozgrywają mecz konstruując akcje nie sprawdza się gdy przeciwnik dysponuje jednym pomysłem tj. wybijaniem piłki daleko przed siebie. Oddać należy jednak, że zanim Rzepin przyjął powyższą taktykę przeprowadził dwie akcje, gdzie tylko dyspozycja Łodeja i słupek uratowały Stilon przed stratą trzeciej bramki.

Mądrze jest dostosowywać grę do warunków panujących na boisku. Tą ważną lekcję wyciągnął Maliszewski gdy przyjął piłkę na 35 metrze i po chwili zastanowienia uderzył mocno na bramkę bronioną przez – dobrze znanego gorzowianom – Michała Hoffmana. Piłka wpadła mu za kołnierz i znów mogliśmy mieć nadzieję na korzystny rezultat ostateczny.

Konsekwentnie i do bólu nie skutecznie Stilon próbował przebijać się przez mur obrońców – głównie środkiem – co powodowało coraz większą frustrację i wkradało się zdenerwowanie. Wprowadzenie na boisko Kamila Ograbka doprowadziło do tego, że boisko do 60 metra było nasze, ale im dalej tym robiło się gęściej od graczy w czerwonych trykotach, a my nie mieliśmy remedium na tę skondensowaną obronę.

Może Emil Drozdowicz, może Mateusz Piątkowski, a może Paweł Posmyk? Ech…potrzebny nam napastnik

Obie drużyny przeprowadziły maksymalną ilość zmian i gdy sędzia doliczył 3 minuty do regulaminowych dziewięćdziesięciu wszyscy złapali się za głowę, bo przecież były jeszcze pauzy spowodowane urazami i „mądra gra” wybijających auty. Pod koniec meczu mieliśmy jeszcze rzut wolny, a pod bramką Ofmana znalazł się także Łodej. Niestety i to nie pomogło. Arbiter nie pozwolił grać już dłużej.

Należy wyciągać wnioski z takich meczów. Ilanka okazała się drużyną, która potrafiła wykorzystać te sytuacje, które sobie stworzyła. Stilon powinien sięgnąć głębiej do kieszeni i poszukać „dziewiątki” nawet poza okręgiem. Pierwszy mecz, ale nie ostatni. Najgorsze, że znów będziemy drużyną, która goni lidera. 

IV liga lubuska: MKS Ilanka Rzepin – ZKS Stilon Gorzów Prosupport 2:1 (2:0)

Kasik, Pawłowski – Maliszewski

Inne wpisy

AktualnościKlubZapowiedziZespoły
AktualnościRelacje z meczówZespoły

Zostaw komentarz