• Dołącz do nas
  • Reklama

Liga: Stilon Gorzów – Ruch Radzionków 2:1 (1:0)

Liga: Stilon Gorzów – Ruch Radzionków 2:1 (1:0)

Pakuła, Jarosz – Piecuch

W dzisiejszym meczu mieliśmy (prawie) wszystko co w piłce nożnej najpiękniejsze. Bramki, ostrą męską grę toczoną w duchu fair play, uczciwe sędziowanie i kibiców obu drużyn na trybunach. Do tego dynamiczna gra pod oboma bramkami i trzy punkty dla Stilonu Gorzów. Piękna sobota, o której będziemy pamiętać długo nie tylko ze względu na fantastyczną grę obu drużyn, ale także na zmieniające się warunki atmosferyczne: od słońca przez potężne urwanie chmury i zacinający dżdżysty deszcz, aż po zachodzące wieczorne słońce na horyzoncie.

Zaczęło się cudownie. Od środka ruszyli radzionkowianie, ale szybko przejęliśmy piłkę na swojej połowie. Rozegrana koronkowa akcja i dośrodkowanie z prawej strony. Tam interwencja bramkarza i wybicie przez kolegów zbyt krótkie na piąty metr. Najlepiej w tej sytuacji znalazł się Michał Pakuła, który huknął tak jakby chciał rozerwać siatkę. Golkiper gości był bez szans, a nasz pomocnik zniknął w objęciach kolegów. Wymarzony początek spotkania, bo trybuny dawno nie oglądały tak szybko strzelonej bramki. Jak skrzętnie zanotował red. Ryszard Rachlewicz piłka wylądowała w siatce w 72 sekundzie.

Po tym trafieniu dostrzec można było na boisku zupełnie inne ustawienie naszej drużyny. Było nas więcej w środku, a z przodu, wysoko znów grał Jędrzej Drame. Widać, że nasz młodzieżowiec lubi biegać z przodu, a dziś miał wiatr we włosach i – niestety – głowę w chmurach. W pierwszej połowie Stilon złapany został trzykrotnie na offsajdzie i za każdym razem palącym był Jędrek. Pracował jednak mocno i głównie za jego sprawą i Pakuły w pierwszej połowie okazji do zdobycia gola było więcej.

Będę miał dla was dwie niespodzianki, a jakie to zobaczycie na meczu – tak zagaił nas trener Kamil Michniewicz przed meczem. Okazuje się, że to było także zaskakujące dla „cidrów”, bo w tej części spotkania jakby zaskoczeni nie wierzyli, że Stilon gra dynamiczną i składną piłkę. Po poprzednich meczach nie było w głowach ani śladu. W środku znów dowodził Łukasz Maliszewski. W jednej z sytuacji zły sam na siebie, gdy po rzucie wolnym nie trafił w bramkę aż jęknął ze złości. Widać było, że ta drużyna stanowi kolektyw. Tuż przed przerwą lunęło. Z cukru nie okazali się jedynie kibice w sektorze „H” i przyjezdni, którzy zdawać by się mogło jeszcze głośniej zagrzewali swoich do walki. My na boisku tego nie czujemy. Jest nam zupełnie obojętne czy świeci słońce czy pada deszcz. Dajemy z siebie maksymalnie dużo bez względu na pogodę – potwierdził charakter piłkarza na konferencji pomeczowej Daniel Sroka, zawodnik Ruchu Radzionków.

Po zmianie stron Stilon chciał podwyższyć, a goście wyrównać. Gra nabrała kolorytu, a sędzia częściej używał gwizdka. Z każdą minutą gra była coraz bardziej dynamiczna i w miarę upływu czasu piłkarze obu drużyn grali szybciej. Zmiany w obu ekipach powodowały, że schodzili nie gorsi, a bardziej zmęczeni zawodnicy.

Na pół godziny przed końcem spotkania kapitalną akcję przeprowadzili gospodarze. Cztery podania wymienili miedzy sobą stilonowcy, a ostatnie było wypielęgnowane do granic możliwości. Pięknie wpuszczony między dwóch obrońców Sebastian Jarosz uderzył bardzo precyzyjnie tuż przy prawym słupku wychodzącego do niego bramkarza gości. Tę akcję należy powielić i pokazywać na konferencjach szkoleniowych gdzie uczą futbolu i jak grać skutecznie i sprawiało to radość. Dwie bramki przewagi spowodowały, że niebiesko-biali nieco oddali inicjatywę czyhając na kontrę.

Niestety Ruch w jednej ze swoich akcji był skuteczny i strzelił bramkę kontaktową. W zamieszaniu podbramkowym nasi pozwolili na górną przebitkę i w konsekwencji futbolówka trafiła do Andrzeja Piecucha. Ten doświadczony napastnik „złoto-czarnych” bez chwili zawahania oddał strzał na bramkę bronioną przez Jacka Skrzyńskiego i zrobiło się niebezpiecznie. Radzionków zbliżył się na jedną bramkę, a i nasi poczuli, że to jest dobry moment, aby znów mocniej zaatakować W jednej z akcji piłkarz Ruchu nieszczęśliwie zderzył się z naszym bramkarzem. Skrzyński upadł i długo był opatrywany. Gdy z bandażem na głowie podniósł się to mimo wszystko niemożliwe było kontynuowanie przez niego gry. Zniesiony został na noszach prosto do ambulansu. Sytuacja była groźna, ale podobnie było podczas środowego treningu. W grze Jacek także został trafiony w głowę i podobnie jak dziś musieliśmy przerwać trening na kilka minut. W środę i dziś wyglądało to groźnie, ale trudno mi sobie wyobrazić, aby Jacka zabrakło w poniedziałek na zajęciach. Czekamy na niego i życzymy szybkiego powrotu do pełni sił – powiedział na konferencji trener niebiesko-białych.

W bramce pojawił się po raz pierwszy w tym sezonie Bartosz Grala. Pewnie nie wyobrażał sobie, że w takim meczu i takich okolicznościach będziemy pisać o jego debiucie w bramce Stilonu Gorzów. Radzionkowianie poczuli, że mogą ruszyć mocniej i pokusić się o strzelenie bramki wyrównującej. Na 10 minut do końca Stilon miał stu procentową okazję do postawienia kropki nad i, ale strzał Maliszewskiego dokładny i mocny niestety posłany w środek bramki wyłapał bramkarz. Gdy minęło podstawowe 90 minut sędzia wskazał, że zagramy o dziesięć minut dłużej. W ostatniej akcji meczu cidry mieli sytuację na tzw. zawał serca dla kibiców Stilonu. Grala obronił fantastycznie tak samo zresztą jak pięć minut przed tą akcją gdy jego parada uchroniła naszych przed utratą bramki.

Dziś na pochwałę zasłużyła cała drużyna. Graliśmy i wygraliśmy wszyscy. To był ciężki mecz i trudny przeciwnik. Tym bardziej jestem dumny z chłopaków, bo potrzebujemy tych punktów jak tlenu. Za chwilę kolejny mecz i czasu na regenerację nie ma zbyt dużo stąd też myślami jesteśmy już przy Górniku Polkowice – podsumował na koniec trener Stilonu Gorzów Kamil Michniewicz

W najbliższą środę nasi rozegrają mecz w Polkowicach z miejscowym Górnikiem. Początek spotkania o 18-tej

Inne wpisy

AktualnościKlub
AkademiaAktualnościMecze

Zostaw komentarz